„Przeciwko bratu” (t.1)

Jerzy jest szefem częstochowskiej policji. W swojej karierze prowadził sprawy zwieńczone sukcesem i te, które nigdy nie zostały rozwiązane. Zawsze robi wszystko co w jego mocy, a nawet to, czego nikt od niego nie wymaga. Charakteryzuje go pracowitość i uczciwość. Kiedyś stracił miłość swojego życia i nadal cierpi z tego powodu.

Stanisław piastuje stanowisko biskupa pomocniczego, ale wszyscy w kurii wiedzą, że to on pociąga za sznurki. Jako ksiądz-biznesmen kontroluje nie tylko podlegających mu duchownych, ale również polityków i sferę lokalnych przedsiębiorców. To przez jego ręce przechodzą największe transakcje. To on jest osoba decyzyjną.
Stanisław ma swój mroczny sekret. Związany jest z kobietami, które znalazły się w tragicznej sytuacji życiowej. Pomaga mu tajemniczy Julian, człowiek bez przeszłości, gotowy na każde poświęcenie.
Nikt nie może poznać mnożących się sekretów Stanisława. Coraz mroczniejszych i bardziej niebezpiecznych.

Jerzy i Stanisław są braćmi.

Jako Częstochowianka, która uwielbia swoje miasto, popieram twierdzenie, że składa się ono nie tylko z Jasnej Góry. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że jest i będzie ona największym znakiem rozpoznawczy mojego miasta. Nic więc dziwnego i złego w tym, że autor właśnie sferę kościelną wybrał sobie na głównego antagonistę.

Każda zbrodnia ma sprawcę i ofiarę. Im więcej ofiar, tym większa możliwość wykrycia sprawcy. Stanisław prowadzi bardzo niebezpieczną grę, w którą wciąga młodą prawniczkę przydzieloną do prowadzenia interesów kurii. Nie ma pojęcia, że to właśnie ona zmotywuje jego brata do konsekwentnego działania. Poszlak jest bowiem wiele, a wszystkie prowadzą w jedno miejsce.

Książka jest thrillerem z kryminalnym zabarwieniem. Króluje w niej ponury klimat beznadziei. W trakcie czytania czuje się przejmujące zimno, a w uszach dudni nieustający deszcz. Autor pisze, że Częstochowa płacze. Roni łzy, bo już wie co ma się wydarzyć.

To jedna z niewielu książek, która przykuwa uwagę nie tylko fabułą, wartką i bardzo skondensowaną, ale również ponadprzeciętnym pięknem opisów. Kwiecistość (słowo zupełnie nie pasuje mi do opisu mroku) zdań działa jak balsam na duszę fanów tego typu stylu. I choć cały czas panuje identyczna pogoda i taki sam nastrój, nie ma się wrażenia znużenia, ani monotonii. Ilość i jakość zwrotów bliskoznacznych, oraz głębia pochowanych między zdaniami emocji działają odurzająco. Dosłownie włączają przed naszymi oczami inny świat.

Kluczem do sedna problemów jest przeszłość właściwie wszystkich bohaterów książki. Jest ich czworo, a każdy nosi w sobie głębokie blizny i niezagojone rany. I oczywiście te skrzywdzone psychiki sprawiają, że są oni ludźmi, których poczynania możemy oglądać w takiej a nie innej formie. Którzy się starają być kimś lepszym bądź ulegają swoim demonom. Walczą o przyszłość lub poddają się komuś silniejszemu, dają sobą kierować. Wszystkie ich decyzje mają swoje uzasadnienie, przez co cała historia staje się mocno autentyczna.

Książka nie jest pozbawiona wad. Nie lubię, kiedy autor próbuje tak odwzorować miasto, że powstaje monotonny opis mapy. Niestety w tym przypadku tak właśnie się stało. Choć dla mnie było to ciekawe, bo w wyobraźni dokładnie widziałam ulice, na których odgrywa się fabuła, myślę, że komuś niezwiązanemu emocjonalnie z Częstochową może się to lekko ulewać. Na szczęście działo się tak tylko niewielkimi fragmentami.

Podsumowując:

Jak na debiut literacki książka jest bardzo dobra. Złożeni bohaterowie wspaniale grają w przemyślanej fabule. Sama akcja niejednokrotnie zaskakuje swoją brutalnością i realizmem. Bardzo się cieszę, że autor oszczędził hollywoodzkiej sceny finalnej, w której w ruch poszła broń palna. Ulżyło mi, że strzelanina nie przerodziła się w potyczkę rodem z seriali kryminalnych, a problem został bardzo stanowczo rozwiązany.
To rewelacyjna pozycja, którą polecam każdemu amatorowi mocnych, niebanalnych historii.

Moja ocena: 8/10

– A ta kobieta jeszcze żyje?
– Żyje. Dziewięćdziesiąt trzy lata – odpowiedział Maj. Dokładnie wiedział o kogo chodzi.
Biskup kiwnął głową.
– Coś się jej nie spieszy.
– Cóż poradzić…
– Poradzić… Zawsze można coś poradzić […]