„Przyjaciele bez bonusu” (t.2)

Bohaterką drugiego tomu cyklu: „Kółko singielek miejskich” jest Elizabeth Finney. Pamiętamy ją jako najbliższą przyjaciółkę i współlokatorkę Janie z tomu pierwszego (Randka z homo sapiens).
Elizabeth jest lekarzem na ostatnim roku rezydentury w jednym z dużych chicagowskich szpitali. Przydzielona jest na oddział badań klinicznych. Nawet nie przypuszcza, że w ostatnim dniu jej dyżurowania w tym miejscu, spotka mężczyznę, będącego na szczycie jej listy osób, których nie chce spotkać już nigdy w życiu.
Nico Manganielo, słynny telewizyjny showman, wywołuje niezłe zamieszanie pojawiając się na oddziale z siostrzenicą chorą na mukowiscydozę. Okazuje się, że to najdawniejszy znajomy Elizabeth. Już od dziecięcych lat jej dokuczał, a kiedy byli nastolatkami zamienił jej życie w piekło. Mimo to w pewnym momencie stał się bardzo ważny i dlatego Elizabeth wolałaby uciec na koniec świata niż się z nim ponownie spotkać. Traf chce, że ma się zajmować chorą dziewczynką.

Elizabeth jest niereformowalną fanką boysbandów i „Gwiezdnych wojen”, i najczęściej zawsze ma rację. Zapracowuje się po łokcie, choć od czasu do czasu lubi czerpać bonusy z niezobowiązujących znajomości z mężczyznami. Ma za sobą dosyć ciężką historię i wydaje jej się, że w końcu mocno dzierży stery swojego życia. Nie ma pojęcia jakie tarapaty ją czekają.
Nico jest typowym przykładem tego, że pozory mogą mylić. Zabójczo przystojny telewizyjny showman, ze swoimi włoskimi korzeniami, nie unika kontaktów z kobietami. Jest przez nie wręcz wielbiony, ma nawet psychicznie chorą stalkerkę. W rzeczywistości okazuje się jednak kimś zupełnie innym niż Elizabeth zapamiętała z czasów dzieciństwa i młodości. A kiedy zaczyna odkrywać warstwa po warstwie prawdziwe oblicze swojego prześladowcy, okazuje się, że chemia między nimi stopniowo pozbawia ją logiki. Elizabeth zaczyna zaliczać coraz większe wpadki…

Życie to zupa z literkowym makaronem. Wcinaj swoją zupę, Elizabeth.

Byłam przekonana, że po „Randce z homo sapiens” nie może być już lepiej. Nie może być nawet tak samo dobrze. I choć nie podeszłam do lektury negatywnie, to ze zdecydowanym krytycyzmem. Uznałam, że bohaterowie nie wzbudzą we mnie takiej sympatii jak Janie z Quinnem, a akcja nie będzie taka szalona, rumiana i histerycznie komiczna.
No i rzeczywiście nie było lepiej, bo było dokładnie tak samo cudownie. Drugi tom w niczym nie zawiódł, nie obniżył poprzeczki, ale również jej nie podniósł. I dobrze, bo mogłabym się pochorować ze śmiechu.
Najciekawsze jest to, że choć wszystko wzbudzało identyczne emocje, było totalnie inne. Poza stałymi elementami jak cowtorkowe spotkania singielek i finalna akcja, w której to cały komplet dziewczyn (tym razem w towarzystwie Quinna) wykręca jakiś przeogromny numer, tak naprawdę nie widziałam żadnej powtarzalności. I jeśli ta tendencja się utrzyma, to będzie mistrzostwo świata, bo z tego co naliczyłam mamy siedem singielek, a więc powinno powstać jeszcze pięć części!

Wyobraźcie sobie jaki duet może powstać z dwójki osób, która jest do siebie kompletnie niepodobna?
Elizabeth jest zupełnie nieobliczalną kobietą. Kiedy ktoś ją wyprowadzi z równowagi, a jak się okazuje to dziecinnie łatwe, kompletnie nie hamuje języka i nie kontroluje tego co robi. Ma bardzo niskie mniemanie o sobie, a stres wywołany pracą rozładowuje robiąc głupie dowcipy współpracownikom. Choć wydaje się być pewna siebie i stanowcza, to tak naprawdę bardzo zamknięta w sobie osoba.
Nico z kolei jest przebojowy i zniewala charyzmą oraz poczuciem humoru. Ma niezmiernie korzystną aparycję i potrafi migotać oczami. Wraz ze swoją liczną, rozgadaną rodziną jest na wskroś włoski, co jak się okazuje może stanowić ogromny problem. Co najważniejsze jeśli akurat nie jest na scenie, nie kryje emocji. Jest jak otwarta księga, w której każdy może bez przeszkód czytać.
I co zrobić z takim duetem, kiedy obydwoje chcą, ale tylko jedno potrafi to okazać? I co zrobić z elementem tragicznym, który cechuje ich przeszłość?

Sypią się iskry. W ilości dużej, ale nieprzesadzonej. Jest słodko, ale nie mdło. Czarująco, ale w sposób pełen temperamentu.
Wątki poboczne jak kontakty z przyjaciółkami i rodziną, włoskie obyczaje i żywiołowe charaktery, powalające poczucie humoru autorki i nieprawdopodobny autentyzm wszystkiego, co się tam dzieje, kompletnie hipnotyzują. Niewiele jest książek, które czytam bez wytchnienia w każdej wolnej sekundzie dnia i nocy.

Serdecznie polecam. Przy tej książce zaznacie odprężenia, a jednocześnie pognębi Was przynajmniej kilka emocji. Zakochacie się po uszy w Nico, bądź Elizabeth (można w obu) i odbędziecie niesamowitą drogę do finału. Choć finał jest dosyć przewidywalny, to jednak droga do niego szalona i pełna zwrotów. Komiczny charakter nawet tych cięższych chwil dokłada niemałą petardę do tempa czytania.
Szczerze nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Kiedykolwiek się ukarze będzie jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tytułów.

Moja ocena: 8/10

Włosi, którzy mówią po włosku, powinni zostać zdelegalizowani, albo przynajmniej chodzić z tabliczkami ostrzegawczymi: „Może spowodować pożar w rejonie majtek”.