„Jeśli się odnajdziemy, kotku” (tom 3)

Czytając tytuł poprzedniej części:”Będzie dobrze, kotku” chciałoby się powiedzieć złośliwie, że nie, wcale nie będzie. Trzecia i niestety ostatnia część Kociej Sagi jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej., tak więc startujemy z bardzo ciężkiej pozycji. Anna stara się ułożyć w nowej sytuacji, szuka drogi, natchnienia, odpowiedzi na pytanie „co dalej?”. Separacja z ukochanym mężczyzną, choć konieczna, wprawia ją we frustrację, odbiera siły i czyni podatną na ataki otoczenia. Ciągła obecność Andrzeja Bendorfa, do tej pory nieznanego ojca, doprowadza ją do furii, a teściowa… Oj Mira, Mira! Mira po prostu bije wszystkie teściowe na głowę. W pewien sposób uwielbiam tę jędzę…

Anna, kobieta z sercem na dłoni, nie zważając na coraz bardziej pogarszający się własny stan psychiczny, goni ostatkiem sił, żeby pomóc przyjacielowi z nowym wyzwaniem, być dobrą matką Mai i Adasia, nie zaniedbać ambitnej, wymagającej pracy i znaleźć czas na wyciszenie myśli i podjęcie jakiejś decyzji w związku z Patrykiem. To ostatnie prawdopodobnie będzie najtrudniejsze, bo tam gdzie przemawiają emocje ciężko o rozsądek.
Czy znajdzie w sobie na tyle siły, żeby udźwignąć wszystkie zobowiązania? Czy jej poświęcenie warte jest świeczki i czy Patryk wyniesie jakieś wnioski z lekcji?

Co zyskam, kiedy odbędę tę podróż? Co będzie na końcu tej drogi? Spokój czy wieczna zgryzota?

Bardzo ciężko jest recenzować trzecią część serii, żeby z jednej strony usatysfakcjonować jej fanów, a z drugiej zaciekawić nowych czytelników. Bardzo ciężko jest pisać o ostatniej części trylogii pani Sawickiej w sposób wyważony i w miarę możliwości obiektywny. Najchętniej wystosowałabym tu same wersaliki i niekończące się ciągi wykrzykników. Ta książka tętni emocjami. Ta książka jest piękna.

Jeśli się odnajdziemy, posklejamy kawałki serca w całość, pozbieramy okruchy miłości, poszybujemy ku wieczności, silniejsi niż śmierć.

To, co najbardziej ujmuje już od tomu pierwszego, to fakt, iż bohaterami jest grono autentycznych ludzi, którzy borykają się z bardzo ludzkimi, przez co bliskimi nam, słabościami i znajdują pocieszenie w pięknych, a jednocześnie powszednich radościach dnia codziennego. To sprawia, że identyfikujemy się z nimi i czy tego chcemy czy nie, odnajdujemy w tej gromadzie cząstki samych siebie.

Fabuła jest tylko z pozoru prosta i przewidywalna. Jej zawiłość objawia się dopiero, kiedy zagłębiamy się w uczucia, intencje i logikę, które rządzą poczynaniami bohaterów. Annę wypala osamotnienie, ale jednocześnie wie, że powrót do Patryka nie polepszy jej samopoczucia, ani tym bardziej kondycji ich małżeństwa. Racjonalna romantyczka nigdy nie będzie miała łatwo. Gośka, najlepsza przyjaciółka Anny, znajdująca się w psychicznym dołku nie jest w stanie stawić czoła macierzyństwu, a Andrzej, mimo najszczerszych chęci, kontakt ze swoim największym skarbem ma zupełnie odebrany. Poniekąd sam sobie na to zasłużył, jednak wzbudza bezbrzeżne współczucie.
Z tego miejsca należy podkreślić postacie drugoplanowe i wątki poboczne. Fantastyczna kompozycja, dająca nam chwilę oddechu od zmagań Anny i wciągająca z nie mniejszą siłą, nieustannie przeplata się z frasunkami Terlińskich, przez co staje się równie ciekawa.
Akcja książki jest zupełnie dezorientująca. Kiedy nam się wydaje, że wiemy co będzie dalej, bo przecież było to już utarte wieloma schematami, autorka pokazuje nam wielką figę i znajduję inną drogę. Relacja pomiędzy Anną i Witkiem, wyjazd Patryka, wszystko wskazuje na pewne oczywiste rozwiązania i te rozwiązania następują, ale w sposób tak niespodziewany i niebanalny, że ostatecznie to, co wiadome zaskakuje. Jak dla mnie to nigdzie wcześniej nie spotkane mistrzostwo.

Prawda bez wątpienia jest cnotą, ale czasem dla dobra kogoś, kogo kochamy, warto mu tej prawdy oszczędzić.

Autorka bez lęku nurza swoich bohaterów w różnych przewinieniach, pozwala im popełniać błędy (nawet te ciężkie). Bywają niezdrowo zazdrośni, zaborczy, uparci, samolubni albo krótkowzroczni. Niejednokrotnie swoim zachowaniem sprawiają, że mielibyśmy nimi ochotę potrząsnąć. I brawo za taki śmiały ruch. Zero obawy, że dana postać zostanie źle odebrana, że nie będzie lubiana i przez to książka zostanie źle przyjęta. Bohaterowie są ludźmi, a autentyczność staje się wizytówką Kociej Sagi.

Ta część różni się od poprzednich wulkanem emocji. Chciałabym napisać, że pomiędzy stronami panuje huśtawka śmiechu, łez, radości i rozpaczy, ale to byłoby poważne niedopowiedzenie. To diaboliczny rollercoaster. Czy to źle?Zależy co kto lubi. Ja osobiście kocham takie sponiewieranie moich uczuć. Jeden rozdział wściekł mnie do potęgi, a już następny rozkleił. Śmiałam się, żeby za sekundę wzruszyć. Kilka razy wstawałam z miejsca, żeby z nosem w książce przejść się dookoła i z powrotem usiąść.

Pogubiliście się, moi drodzy. Wszyscy się strasznie pogubiliście, ale tak to już jest, że podróże wgłąb siebie bywają najtrudniejsze. Nie tylko dla tego, kto w nie wyrusza.

Książka porusza tak wiele elementarnych wartości i zasad, że ciężko je zliczyć. Miłość i szacunek dla partnera, wytrwałość i stawianie czoła problemom, wsparcie i tolerancja ze strony bliskich, wyrozumiałość i sztuka wybaczania względem samego siebie, pociecha jaką można odnaleźć w codzienności. Dowód, że codzienność jest dobra, a wypracowana monotonia, którą możemy z kimś dzielić bywa słodka. I pozostaje jeszcze to wspaniałe ujęcie polskości, naszych przywar, naszych tradycji i naszych krajobrazów tak charakterystycznych i miłych. Będąc na co dzień Polakiem i stając w szranki z niekoniecznie przychylną nam rzeczywistością, można o tym wszystkim zapomnieć.
Nie jestem w stanie wyrazić słowami wielkości i wielorakości wzruszeń, jakie czekają na czytelnika w trakcie lektury. Odepchnięte dziecko, niechciany rodzic, mąż panicznie szukający sposobu na stanie się godnym swojej żony, nieszczęśliwe i szczęśliwe miłości, tragiczne w skutki nieporozumienia. Bo przecież ostatecznie to miłość jest najważniejsza. „Bo prawdziwa miłość zdarza się tylko raz – odpowiedział. – Jest silniejsza niż śmierć.” To ona maluje nam dni. Rozjaśnia niepogodę i podbija barwę słońca.

Podsumowując, mamy do czynienia z przepiękną książką/serią książek z morałem. Rzadkość na rynku. Pani Sawicka udowadnia, że się da. Da się napisać o wartościach fundamentalnych w sposób nietuzinkowy i finezyjny, a jednocześnie lekki i wciągający. Co więcej Kocia Saga w jakiś sposób wpływa na światopogląd, na obiektywne spojrzenie na swoje życie przez pryzmat zmagań Anny i Patryka. Jest w niej to coś, co karmi czytelnika nadzieją i pogodą ducha. Ta książka jak dobry przyjaciel daje rady, pociesza, bawi i po prostu jest, kiedy się jej potrzebuje.

Na zamknięcie powiem, że choć pani Wioletta twierdzi, że sporo z Anny jest jej autobiograficznymi elementami, to ja ją widzę i słyszę w osobie starego profesora, ojca Patryka Pawła. To on jest fundamentem tej mądrości, którą tak bardzo pokochałam w Kociej Sadze i właśnie tak wyobrażam sobie autorkę. Jako doświadczoną, ciepłą i niezmiernie mądrą kobietę, która dzieli się z nami czymś naprawdę wyjątkowym.

Moja ocena: 9/10

Czym byłoby zdobywanie szczytów bez mozolnej wspinaczki w górę? Nie w szczycie nasz cel, ale w drodze, którą trzeba pokonać, by go osiągnąć.

 

autor Wioletta Sawicka
wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 4 sierpnia 2014
ISBN 978-83-8069-052-3
liczba stron 408
gatunek literatura obyczajowa