ŚMIERĆ W BLASKU FLESZY recenzja
ŚMIERĆ W BLASKU FLESZY recenzja
„Śmierć w blasku fleszy”

Finałowym numerem pokazu mody ma być symulowane zabicie znanej modelki. Wszystko się komplikuje, kiedy ktoś ładuje pistolet ostrą amunicją. Agencja, która zorganizowała imprezę, nie mogła liczyć na większy rozgłos. Zwłaszcza, że o morderstwo zostaje posądzona jedna z ich pracownic. Co zrobią Mario i Miśka, żeby ratować swoją renomę?

Niespodziewanie na pomoc przychodzi pani Stefania, mama Miśki, która jako gorąca fanka kryminałów Agathy Christie, od razu łapie kilka poszlak, wymagających sprawdzenia. Ze swoim urokiem wozu bojowego zaczyna przypuszczać szturm na osoby podejrzane, bądź mogące mieć jakikolwiek związek.

Jest to pierwsza komedia kryminalna jaką czytam i tym samym pierwsza książka Alka Rogozińskiego, autora tak bardzo cenionego w tym gatunku. Do przeczytania jej nakłoniło mnie spotkanie autorskie z pisarzem. Poznałam go jako człowieka nieprawdopodobnie zabawnego i płynnie przeskakującego po najróżniejszych tematach. Potrafił się odnaleźć w każdym pytaniu i jak z rękawa wyciągał dziesiątki opowieści. Pomyślałam, że jego literatura, to będzie dokładnie TO COŚ, co będzie mi dawało chwile oddechu, kiedy będę tego potrzebowała. Czy rzeczywiście tak się stało?

Fabuła opiera się o światek polskich mediów, mody i show biznesu. Te trzy rzeczy zawsze idą ramię w ramię. Moda wyznacza trendy, które później celebryci demonstrują na czerwonym dywanie… w blasku fleszy. Alek Rogoziński przedstawia to wszystko w krzywym zwierciadle, wyolbrzymia cechy szczególne ludzi znanych z ekranów telewizyjnych i portali plotkarskich. Bardzo zresztą trafnie dostrzega pewne komiczne kurioza krążące w tym specyficznym środowisku. Ponieważ autor, jako zawodowy dziennikarz, doskonale wie o czym pisze, wcale mnie nie dziwi, że tak doskonale się w tym odnalazł i potrafił nadać wszystkiemu karykaturę. Była nawet chwila, w której zastanawiałam się na ile jest to zmyślona karykatura, a na ile pierwowzory postaci same się karykaturują.

Niestety okazałam się wyjątkowo opornym czytelnikiem. Poczucie humoru, które bardzo mi się podobało w wersji mówionej, kompletnie mnie nie ruszyło w książce. To zupełnie nie mój typ komedii. Lubię komizm wynikający ściśle z fabuły oraz stylu i charakteru postaci. W przypadku tej książki są to pojedyńcze gagi połączone zagadką detektywistyczną. Podobnie jest z samym śledztwem. Autor mocno postawił na wartkość, co niestety wywołało chaos. Gadulstwo Alka (w jak najlepszym znaczeniu) również wpłynęło niekorzystnie w wersji literackiej. Cała książka jest przegadana/przedialogowana. Jest tam niewiele opisów, wszyscy za to mówią, mówią i mówią. Niekończąca się dyskusja o bzdurach.

Jeśli chodzi o przerysowanie postaci, choć było ono bardzo trafne, niektóre osoby kompletnie odpływają. Wizualizowałam je sobie jako kukły z nałożonymi maskami. Mina podejrzliwa, mina wyniosła, gwiazdorski uśmiech. Wiem, że to nie jest książka, którą można by brać za przykład realizmu, ale myślę, że gdyby zachować go w jakimś minimalnym stopniu, podziałałoby to tylko na korzyść.

No i ostatni punkt. Coś, o czym zwykle nie wspominam i nie wytykam, ale tutaj wystąpiło ich o kilka za dużo. Literówki. Korekta poszła po łebkach. Nie zaznaczałam ich, więc palcem nie wskażę, ale naprawdę raziły w oczy.

Podsumowując:

Czy polecam?
Alek Rogoziński zgromadził rzeszę fanów. Sama bardzo polubiłam go jako postać, niewątpliwą osobowość. Niestety, jego książka kompletnie nie trafiła w mój gust. Lubię akcje zabawne, wartkie, szalone, ale jednocześnie przemyślane i precyzyjnie skomponowane (Katarzyna Berenika Miszczuk). W przypadku „Śmierci w blasku fleszy” panował harmider. Nawet jeśli osiągnięty celowo, ja go po prostu nie lubię.

Moja ocena: 5/10