„Sukces rysowany szminką”

Opis fabularny

Julia poznała wszystkie odcienie życia. Wie już jak oślepiającym blaskiem bije prawdziwa miłość, jaki kolor mają sukces i szczęście. Niestety zna również szarość, która spowija po doznanej tragedii. Towarzyszy jej ona na co dzień. Stara się prowadzić uporządkowany tryb życia, wszystko mieć pod kontrolą. Ambitnie wspinając się po szczeblach kariery umie bez problemu panować nad wszystkim i radzić sobie z nieplanowanymi sytuacjami. Do momentu. Do chwili aż pewne zdarzenie wytrąca jej pałeczkę z dłoni i Julia odkrywa jak bardzo była samotna.

Książka o magii, czy prozie życia?

Julia jest czarodziejką. Rzuca urok na czytelnika od pierwszego akapitu. No może nie konkretnie od pierwszego, bo ten co najwyżej przyprawia o krępujący rumieniec… 😉 Jest piękną, inteligentną, zabawną i niezależną kobietą. Wspaniale zdystansowana do siebie, nie zraża się małymi wpadkami, nie boi się z siebie śmiać i śmiało idzie naprzód. Zdobywa coraz większe osiągnięcia w pracy, jest cenionym pracownikiem i przyjacielem. Mieszka w ekskluzywnym apartamencie, a za oknami widzi panoramę całego miasta.
Jest szczęśliwa.
A może tylko bardzo by chciała?

Historia Julii nie jest tak kolorowa jak szminki, które ukochała. Naznaczona wielkim cierpieniem i w gruncie rzeczy samotnością wzbudza wiele emocji. Ta pozornie przebojowa, świadoma siebie kobieta po bliższym poznaniu okazuje się całkiem zwyczajną osobą, z problemami, które dotykają każdego z nas. Jest w niej jednak charyzma, która przyciąga czytelnika jak magnes.

Powrót do Gdyni

Anita Scharmach ponownie gości nas w swojej ukochanej Gdyni – mieście ludzi szczęśliwych. Znowu wędrujemy ulicami tego czarownego miejsca, ale prawdziwy zachwyt wzbudzają zakątki, które pokazać może tylko jej mieszkaniec i szczery miłośnik.
Tym razem akcja rozgrywa się w świecie bogactwa i przepychu. Czy autorka chce dać nam lekcję, że pieniądze szczęścia nie dają?

Okładka sugeruje książkę na wskroś kobiecą, lekką i zabawną. Po części taka jest. Książki autorki cechuje właśnie ta lekkość. Czyta się je jednym tchem naprzemiennie lejąc łzy ze śmiechu i od wzruszeń. Mogę spokojnie powiedzieć, żebyście się bez wahania dali zwieść tej bezpruderyjnej swobodzie, bo tym mocniej uderzy w Was torpeda emocji, jaka się pod tym wszystkim skrywa.

Zadziwiające w tej historii jest to, że można ją przeczytać za jednym zamachem, a zapomnieć o niej się nie da długi czas. Niby zachowania i niektóre sytuacje są delikatną karykaturą rzeczywistości, to są to jedne z najrealniejszych, najbardziej życiowych momentów w literaturze. Co przywodzi na myśl twierdzenie, że być może nasze życie jest karykaturą zupełnie odbiegającą od naszych wyobrażeń. Jakiekolwiek by nie było sens jest taki, że trzeba się przełamać i uwierzyć w szczęście, żeby móc je poczuć.

Moim zdaniem:

To fantastyczna książka, której nie wolno zamykać w żadnych ramach ze względu na grubość czy też target. Myślę, że niejeden mężczyzna odnalazłby siebie na trudnej drodze, jaką przyjdzie Julia. Bo to tak jest, że każdy odnajdzie tu fragment siebie. Wyłapie swoją wadę, zaletę, charakterystyczne zachowanie, skrawek historii.
Osobiście przeżyłam pewien fragment historii Julii. Być może nie zakończyłam go z aż takim powodzeniem jak ona, ale tym bardziej wiem, jakie to piekielnie trudne i jak wiele empatii musiała włożyć Anita w napisanie tego. To naprawdę zasługuje na uwagę.

Czepiam się…

Jeśli cokolwiek miałoby mi przeszkadzać w tej książce, to element powtarzalności. Dostrzegłam w niej kilka wątków zbyt podobnych, do tych, które wydarzyły się w dylogii „Smaki życia”. Nie powiem jakie to fragmenty, znajdźcie je sobie sami, lub po prostu przeoczcie. Może nie były bliźniacze, ale stopień podobieństwa przykuł moją uwagę.

Reasumując:

To bardzo ciepła i zabawna opowieść z ostrym pazurem, który prawdopodobnie nie rozpłata Wam serca, ale silnie nim poruszy. Uwielbiam książki Anity Scharmach głównie ze względu na jej nieszablonowe podejście do samej konstrukcji powieści, gdzie romans nigdy nie idzie na pierwszy plan, a nawet jest ujęty w krzywe zwierciadło i dodany jako wisienka na torcie. Polecam osobom w każdym wieku i dowolnej płci. Julia przemaszeruje przez Wasze życie obficie marząc je jedną ze szminek ze swojego arsenału.
Śmiałam się, ocierałam łzę i przede wszystkim nieustannie coś przeżywałam. Rozpoczynając tę książkę przygotujcie się na mocną kumulację tego, co powieść obyczajowa może Wam dać.
Odpowiadając na wcześniejsze pytanie: Pieniądze mogą dać olbrzymie szczęście, ale pod warunkiem, że jest je z kim dzielić.

Moja ocena: 8/10

Dom jest dla nas, nie my dla domu.