„Światło nie może zgasnąć” (t.1)

Mamy cztery postaci, dwie pary, dwa związki. Olivia kocha swojego męża Paula. Annie kocha swojego męża Aleca. Problem w tym, że zarówno Alec jak i Paul kochają Annie. Miłością głęboką i ślepą. Annie jest aniołem. Ma wrażliwą artystyczną duszę, doskonale zajmuje się dziećmi, prowadzi wiele wolontariatów. Jest pogodna i zawsze chętna do pomocy. Jak jej nie kochać?
Pewnego dnia Annie osłania własnym ciałem kobietę i trafia na ostry dyżur z raną postrzałową serca. Traf chce, że dyżur pełni Olivia. Kobieta robi co może, żeby uratować obiekt uwielbienia własnego męża. Annie jednak umiera.
Kiedy Olivia powiadamia o tym Paula podświadomie liczy, że w całym tym nieszczęściu jest dla niej nadzieja. Niestety Paul podejmuje zaskakującą dla niego samego decyzję. Odchodzi od żony.
Olivia robi wiele, żeby odzyskać ukochanego, stara się nawet upodobnić do wspaniałej Annie. Tym właśnie sposobem poznaje Aleca. Dwoje dogłębnie skrzywdzonych ludzi nawiązuje wspólny język. Wkrótce okazuje się, że Paul również nawiązał kontakt z mężem zmarłej. Rozpoczyna się niebezpieczna gra tajemnic i emocji. Osamotnienie i pragnienie miłości wynurzają coraz więcej sekretów. Wkrótce okazuje się, że Annie daleko było do ideału.

Jest to powieść z typowo kobiecym rozmachem. Występują w niej zarówno wielka miłość jak i kiełkujące uczucie, zazdrość i wyrozumiałość. Pragnienie i poczucie wstydu. Walka ze sobą i swoimi słabościami. Przede wszystkim jednak próbę odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Książka bowiem od samego początku owiana jest wielką tajemnicą. I to taką jedynie wyczuwalną. Niby wszystko jest jasne, niby przedstawione w sposób tak oczywisty, że prościej się nie da, a jednak odkrywane sekrety wzbudzają w nas coraz większe wątpliwości.

Jak się okazuje po śmierci Anne cierpią wszyscy. Jej mąż i dwójka dzieci, ludzie, którym pomagała, potajemnie kochający się w niej Paul i jego porzucona żona. Ta ostatnia jedynie pośrednio, ale wcale nie słabiej. Olivia stara się zbadać świat Annie, pragnąc dowiedzieć się, co miała tamta, czego nie ma ona. Tym sposobem poznaje pogrążonego w żałobie Aleca. Dwie skrzywdzone, porzucone dusze odnajdują wspólny język i Olivia skrywając, że jej mąż kochał się w żonie Aleca zaprzyjaźnia się z mężczyzną. Kiedy dowiaduje się, że ten w ogóle nie radzi sobie ani ze sobą ani z dwójką swoich dzieci mimowolnie i odruchowo postanawia pomóc.

Śmiałam się i byłam jednocześnie zachwycona tym, że autorka zakręciła co tylko dało się zakręcić. Cytat „Dobry Boże, niezły pasztet” trafia w sedno. Umiejętnie uwiła misterny sekret kobiety, którą wszyscy określali jako świętą. Pogmatwała losy bohaterów tak bardzo aż wstrzymałam oddech, kiedy ostatecznie tama puściła i wszystkie zagadki i niewiadome wylały się gwałtownym nurtem.
To bardzo, bardzo emocjonująca powieść. Diane Chamberlian znana jest z rozbudzania emocji i dokładnie to się dzieje w tej powieści. Ciężko się od niej oderwać i jeszcze ciężej pożegnać, dlatego cieszę się niezmiernie, że mogę zacierać ręce na część drugą i trzecią.
Polecam serdecznie kobietom, które uwielbiają dramat zakropiony romansem, wątki łamiącej serce i wywołującej wściekłość zdrady i ekscytującej tajemnicy. Ale nie tylko. To bardzo ciepła historia, która często bierze inspiracje w prawdziwym życiu. Przyjaźń, radzenie sobie ze zbuntowaną nastolatką (ten wątek wręcz rzuca na kolana), walka o to, na czym nam zależy i przewartościowanie całego życia. Realistyczna w swej zawiłości, momentami całkiem pragmatyczna i romantyczna. Mieszanka prawie niemożliwa.
Wszystko to zapisane jest w otoczeniu małej nadmorskiej miejscowości, nad którą czuwa stara latarnia…

Moja ocena 7/10