„Układanka z uczuć”

Pewnego dnia Paweł zauważa na wernisażu obraz przedstawiający piękną kobietę. Poprzez autora dociera do modelki, która pozowała do zakupionego dzieła. Odnajduje Agnieszkę, ubogą wiejską dziewczynę, i otwiera przed nią wielki świat bogactwa i dostatku.
Agnieszka w imię wielkiej miłości porzuca wszystko, co do tej pory miała i wyjeżdża z ukochanym. Po ślubie żyją jak w bajce do momentu aż dziewczyna odkrywa brutalną, obnażającą i upokarzającą prawdę, która zupełnie rujnuje jej nowy światopogląd.

Książkę miałam przyjemność przeczytać w ramach Book Tour organizowanego przez Literacki Świat Cyrysi.

Powieść wita nas względnie dokładną charakterystyką głównej bohaterki.
Agnieszka przyrządziła mężowi kanapki. W tą niepozorną czynność włożyła całe pokłady uczucia, jakie do niego żywi i czystej radości, że mogła to robić. Nagle na horyzoncie pojawiła się teściowa (dokładnie TAKA teściowa), która, wiedząc lepiej co lubi syn, przeorganizowała kanapki na bardziej wyszukane danie. W momencie, kiedy mnie zalała krew i wyobraziłam sobie, jak Aga ukróca teściową o wścibski nos, ona przyjęła nowy stan rzeczy z pokorną miną.
Byłam przekonana, że książka będzie się opierała na trudnej relacji teściowa-synowa. Do chwili aż z pracy nie wrócił Paweł.
Mąż traktował ją jak małe, słodkie stworzonko, które można potarmosić za uszko i pobawić się chwilkę. Ot zwykłą głupiutką dziewczynę z nizin społecznych, od momentu ślubu pozostającą do jego dyspozycji. I co widzimy, co dziwi nas najbardziej? Aga znowu zaakceptowała wszystko z pokorą wypisaną na twarzy. Czyżby jednak była ową głupiutką dziewczyną?

Zdawać by się mogło, że to historyjka dość banalna o mało oryginalnej fabule. Pochopne zamążpójście, całkowite zaślepienie miłością. Takie wrażenie można by odnieść po wstępie. Ale im głębiej w tekst, tym więcej sprzecznych emocji i kontrowersji rodzi się w czytelniku.

Małgorzata Garkowska stworzyła idealny obraz ludzi o charakterach bardzo trudnych i tym ciekawszych. W zasadzie jeszcze nie spotkałam się z tak odmiennymi, tak bardzo sprzecznymi ze sobą postaciami. Paweł – pewny siebie, rozpieszczony do granic możliwości biznesmen, który odziedziczył po ojcu dochodowy interes, jest przyzwyczajony do życia w dostatku i atencji otoczenia. Uważa, ze absolutnie wszystko można kupić, trzeba jedynie znać odpowiednią cenę. Agnieszka z kolei wychowana w skromności zna tylko wypełnione obowiązkami życie na wsi. Za wszelką cenę próbuje sprostać wymaganiom męża i stać się ozdobą domu. Swoją miłość okazuję poprzez troskę, której Paweł nie umie dostrzec. Za to zaczyna całkowicie świadomie i bardzo umiejętnie manipulować uczuciami żony, coraz swobodniej traktując fakt ożenku.

Nie ukrywam – miałam chwile słabości. Bohaterka wykorzystywana i (co gorsza) dająca na to pełne przyzwolenie, momentami doprowadzała do furii. Jej decyzje i wybory były dla mnie zupełnie niewytłumaczalne. Z jednej strony wpadała w szał dostrzegając, że mąż najzwyczajniej traktuje ich związek jak zabawę, z drugiej pochylała pokornie głowę. Ciągłe napięcie psychiczne systematycznie popychało do podjęcia decyzji, mogących okazać się opłakanymi w skutkach. Wszystkie jej postanowienia wydawały się być tragiczną równią pochyłą prowadzącą do jeszcze większych komplikacji.
Szybko jednak sobie uzmysłowiłam, że to wcale nie wymysł autorki, bo wystarczyłoby się dobrze rozejrzeć, żeby znaleźć niejedną taką szarą myszkę. Kobietę ślepo kochającą, przymykającą oko, udającą, że nie widzi. Niewinną i bezbronną, pragnącą tylko akceptacji i miłości. Uruchamia to całe zasoby empatii. Już od wczesnego dzieciństwa Agnieszce wyryto w świadomości postać mężczyzny jako filar rodziny, kogoś lepszego, godnego wszelkiego szacunku. Może to i dobrze, tylko, że przy okazji nikt jej nie powiedział, że sama jest równowartościowym człowiekiem. Uznała swoje potrzeby, swoje ambicje i marzenia za mniej istotne. Odłożyła je w przyszłość, do bardziej sprzyjającego czasu. Gdzieś tam w podświadomości zapalała jej się lampeczka, że to nie w porządku, to niesprawiedliwe, ale wyłączała ją tak długo jak mogła. Najważniejszy był Paweł i to czego on chciał. A tak się złożyło, że trafiła na element, który chciał coraz więcej i dawał coraz mniej. Aż w końcu nie miała mu już czego ofiarować.

To bardzo, bardzo dobra historia, poruszająca niezwykle istotne tematy. Choć zdawałam sobie sprawę z istnienia problemu, to przyznam, że nie przywiązywałam do niego dużej wagi. Bo o nim się nie mówi głośno. Kobiety nie są chętne do przyznawania, że mąż w życiu bardziej ceni zabawę i odprężenie niż rodzinę i honor. Że dają się ugłaskać czułym słówkiem, że pozwalają kupić swój spokój błyskotką, albo egzotyczną podróżą. Przyzwolenie jest niewygodnym tematem.
Momentami paliła mnie olbrzymia ciekawość, złość mieszała się ze współczuciem. Przemoc psychiczna, niedowartościowanie i irracjonalny strach mógł się skończyć na setki sposobów. Jak się zakończyła ta historia musicie przekonać się sami.

Do bólu konsekwentna i realna. Silnie działająca na wyobraźnię, odważnie obnażająca ludzką naturę. Nie da się przejść koło niej obojętnie, zmusza do przemyśleń, pozostaje w pamięci. I w końcu przeraża jak łatwo jest komuś zrobić krzywdę nie wyjmując nawet rąk z kieszeni.

Moja ocena 8/10