„Wiosna pełna tajemnic” (t.4)

To już czwarty i ostatni tom serii Wallflowers. Klasyczny i świetnie napisany romans historyczny cieszy czytelniczki już czwartą porę roku 🙂
Tym razem trafiło na wiosnę i na ostatnią z paprotek – Daisy. Pełna wdzięku i uroku dziewczyna, która ma jedną podstawową wadę. Jest niepoprawną marzycielką, która gardzi jakimikolwiek praktycznymi zajęciami. Potrafi na cały dzień zatopić się w lekturze, najlepiej gorącym romansie, po czym śnić na jawie przysłowiowego księcia z bajki. I o ile jej gadulstwo stanowi świetną rozrywkę na wieczorne przyjęcia nie jest niestety dobrym materiałem na żonę dla angielskiego szlachcica. Jakież jest jej oburzenie, kiedy dowiaduje się, że ojciec ma już dosyć łapania brytyjskiego męża dla drugiej córki. Uważa to za zbyt drogi wydatek i marnotrawstwo czasu. No i wypadałoby wspomnieć, że ma inny plan względem córki. Planuje ją wydać za mąż za swojego ucznia i najbliższego współpracownika Matthew Swifta. Brzydkiego, zimnego i bezwzględnego amerykańskiego biznesmena, któremu obce jest okazywanie choćby sympatii.
Daisy otzrymuje ultimatum. Dwa ostatnie miesiące. Stara się nie tracić zimnej krwi i za wszelką cenę znaleźć męża, który będzie odpowiadał jej choć odrobinę bardziej. Problem pojawia się, kiedy w Stony Cross Park pojawia się sam pan Swift…

Pojawienie się pana Swifta przysparza Daisy tak wielkiego frasunku nie dlatego, że czuje większą presję. Również nie dlatego, że jej siostra niczym lwica postanawia bronić jej przed złym zamążpójściem. Komplikacja rodzi się z chwilą, kiedy Daisy odkrywa, że przez jej kilkuletnią nieobecność w Stanach Matthew wyrósł na przystojnego, tajemniczego mężczyznę, do którego zaczyna czuć coś bardzo, bardzo niewłaściwego, szalonego i zmysłowego… Pomiędzy młodymi wybucha ognisty romans. Lillian nie może wyjść z oburzenia, a ojciec zaciera ręce, bo będzie mógł z czystym sumieniem przepisać chłopakowi fabrykę. Niestety ni z tego ni z owego wychodzi na jaw mroczny sekret Swifta. Tajemnica, która grzebie wielką miłość, kiedy ta ledwie zakwitła.

– Można by pomyśleć, że dość czasu spędził pan już dzisiaj w zimnej wodzie – zauważyła.
– Wygląda na to, że nie.

Zaczynałam czytać tę część z mieszanymi uczuciami. Nienawidzę kończyć cyklów, a Wallflowers przyniósł mi wiele wesołych i przemiłych chwil relaksu. Nie mniej nie wypadało jednak zostawić go zawieszonego w próżni.
Bardzo się ucieszyłam, że po szalonych przygodach Evie z St.Vincentem znowu wracamy do przesyconego szlacheckością Stony Cross Park. Zjawiskowa posiadłość hrabiego Westcliffa ma przeżyć bardzo emocjonujące chwile. Lillian, której przygody śledziliśmy w drugim tomie serii, oczekuje rozwiązania. Nie czuje się przy tym najlepiej, więc wyobraźcie sobie jak to się ma w połączeniu z jej ekspresyjnym usposobieniem! (Biedny pan Swift, który ośmielił się wedrzeć w jej progi). Daisy dwoi się i troi jak nie narazić ukochanej siostry na niepotrzebne stresy, jednak nie może nic poradzić, że niewidzialna siła bezustannie ciągnie ją ku Matthew. Wynika z tego wiele dla niej kompromitujących, dla nas zabawnych, sytuacji. Pan Swift okazuje się być takim mężczyzną jak ten, którego wyimaginowała sobie po lekturach wszystkich romansów. Jest jednocześnie znienawidzony i zakazany, ponieważ przymuszony. Cóż począć, kiedy kolana miękną na sam jego widok 😀 Gdzie szukać pomocy? Oczywiście u byłych paprotek, które błyskawicznie wyciągają pomocną dłoń.

– Lillian – szepnęła. – Co ja bym bez ciebie zrobiła?
– Nigdy się tego nie dowiesz.

To przesympatyczne zakończenie tej serii. Rozstajemy się z zabawnymi, inteligentnymi i gotowymi na wszystko bohaterkami. Chociaż w książkach nie doszukacie się oryginalności, ani tym bardziej różnorodności, spełniają one wszelkie kryteria dobrego romansu historycznego, więc fankom gatunku wręcz należy je polecić. To typowo rozrywkowa powieść osadzona w realiach wiktoriańskiej Anglii. Daje uśmiech, odprężenie i przyjemną dla oka, lecz niezobowiązującą bardzo romantyczną historię. Napisana lekko, ale ładnie i dbale zadowoli również kobiety które na co dzień czytują poważniejsze lektury. Nie mam jakoś szczególnie złamanego serca z powodu końca przygód paprotek, ale bardzo się cieszę, że je poznałam i z wielką przyjemnością sięgnę po inne powieści Lisy Kleypas.
Czy jest wśród Was ktoś, kogo namówiłam na tę serię?

Moja ocena: 7/10

Książka stanowiła dla niej drzwi do innego świata… Świata bardziej interesującego i barwniejszego niż rzeczywistość. Odkryła jednak, że życie może okazać się o wiele wspanialsze niż fantazja.
Że miłość może napełnić ten realny świat magią.

  • Jakbym zapomniała o tej serii, książki czekają na spotkanie, w wakacyjnych rytmach po nie sięgnę. 🙂
    Bookendorfina

    • Dokładnie do tego się nadają. Na odprężenie i pełen relaks 🙂

  • Bebe Talent

    Zaciekawiła mnie ta recenzja. Biegnę poczytać o pozostałych książkach z serii

  • Nie przemawiają do mnie romanse historyczne. Swego czasu się w nich zaczytywałam, teraz jednak wolę sensację.