żerca
żerca
„Żerca” (t.3)

W Bielinach pojawia się nowy żerca. Baba Jaga od razu dodaje dwa do dwóch. Mieszko zniknął po zabiciu Ote i nie wiadomo czy i kiedy wróci, a nowy wróż jest młody i przystojny. Co więcej Gosia wyraźnie wpadła mu w oko. Sprawę wydaje się ułatwiać fakt, że uczennica szeptuchy polubiła mężczyznę i chętnie spędza z nim czas.
Gosia nie zdradza przed Jarogniewą, że Swarożyc coraz bardziej daje jej o sobie znać. Próżnego boga irytuje, że dziewczyna nie chce mu oddać całej siebie i postanawia ją przekonać objawiając zaskakujące oblicze. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w okolicy zaczynają ginąć istoty nadprzyrodzone. Boginki i demony podejrzewają Gosię, wokół której aż gęsto od problemów.

Przede wszystkim powinnam napisać o nowym bohaterze. Po tragicznej, bohaterskiej śmierci Mszczuja i wyjeździe jego ucznia, mieszkańcy Bielin są bardzo ciekawi nowego żercy. Jak tylko się przedstawił wiedziałam, że będzie się działo, skoro autorka już na dzień dobry obdarzyła go swoim powalającym humorem. W miasteczku pojawia się bowiem Witosław Witka. Co więcej nie wierzy w żadne istoty pokroju południc, czy utopców. I uważa, że bogowie nie objawiają się nikomu. Jeśli już się pofatygują, przemawiają w sposób zgoła inny niż werbalny. Wyobrażacie sobie jakie Witosław Witka będzie miał życie w Bielinach?

W Gosi zachodzi niesamowita zmiana. Choć oczywiście nie ogarnia się na tyle, żeby przestać popełniać małych i większych głupot, to jednak przestaje drżeć na myśl o każdej najmniejszej bakterii, jaka może się dostać do jej organizmu. Można powiedzieć, że rozluźnia się na tyle, żeby rozpocząć w miarę samodzielną praktykę. I raczej nie ma większego wyboru, bo Jaga niespodziewanie postanawia się wybrać na pielgrzymkę (do SPA).

Tęsknotę za Mieszkiem dziewczyna wypełnia więc pracą, a tej nigdy nie brakuje. Zwłaszcza, że ma zlecenie specjalne, a jest nim zorganizowanie prawdziwego, słowiańskiego wieczoru panieńskiego, według starych tradycji. Byłam oczarowana. A nawet zaczarowana. Obrzęd, jaki został przeprowadzony był tak niesamowity, że niemal poczułam jego magiczną aurę. Byłam pod takim wrażeniem, że przeczytałam go dwukrotnie.

Mordercza strzyga zostaje unicestwiona, bogowie na chwilę zapominają o naszych bohaterach, a po okolicy nie kręci się tymczasowo żaden potwór, ani żądny krwi demon. Wieś powoli przygotowuje się na Święto Plonów. Czujność zostaje uśpiona. Gosia zostaje sama. Kiedy zaczynają ginąć istoty nieludzkie wzrok wszystkich kieruje się właśnie ku niej, bo dziwnym trafem pojawia się wszędzie tam, gdzie nie powinna. To sprowadza na dziewczynę podejrzenie i jednocześnie niebezpieczeństwo, które może nadejść niespodziewanie z każdej strony. Co więcej nagle pojawia się Swarożyc. Kusi coraz bardziej tracąc cierpliwość. Ote i Jaga nie stawiały oporu, kiedy je mamił nic więc dziwnego, że czuje irytację. Gosia wie jaką jej rzekomy opiekun jest podstępną istotą, ale nie ma pojęcia, że jej wyobrażenia, to jedynie wierzchołek góry lodowej. W akcie desperacji po raz kolejny przyjmuje pomoc boga ognia.

Podsumowując:

Trzeci tom przygód młodej szeptuchy nie był tak emocjonujący jak poprzedni. Co więcej był strasznie przewidywalny, a wszelkie tajemnice i intrygi były jedynie pro forma, bo to nie one były kluczowe w tej części. W „Żercy” pojawiło się miejsce na zawiązanie i umocnienie wielu wątków i relacji, które pozostawały do tej pory w niedopowiedzeniu. Przede wszystkim, co podobało mi się najbardziej, w końcu poznajemy lepiej mamę Gosi i to ona doprowadza do tego, że dziewczyna odkrywa, że podoba jej się w Bielinach. Że się zadomowiła, a posada szeptuchy przestała być taką straszną wizją. Pojawia się również inna alternatywa na jej pochodzenie i to nam wyjaśni dlaczego wszelkie istoty magiczne uwzięły się akurat na nią.

Mam ogromną nadzieję, ze w finale przygód Gosi wróci poziom z drugiego tomu i sprawi, że zapamiętam ją na długo.

Co Wy sądzicie o cyklu i tej części? Uwielbiacie tak jak ja te wszystkie słowiańskie zabobony i obrzędy? Ja jestem nimi kompletnie zauroczona!

Moja ocena: 7/10

Niechętnie ustąpiono nam miejsca, ale nikt nie skomentował głośno, że się wpychamy. Bali się. W końcu mogłam spojrzeć krzywym okiem albo splunąć pod nogi. Klątwa do trzeciego pokolenia murowana.