NY State of Mind i prezenty

Zamiast się tłumaczyć i wyjaśniać kolejny przestój, pozwolę sobie zacytować fragment mojej ostatniej rozmowy z Kajjką.

 ” Dopadło mnie wiosenne przesilenie i wena uciekła za kanapę. Za każdym razem jak chcę ją wyciągnąć zasypiam.”

Tak to mniej więcej wygląda. Jeśli dołączyć do tego problemy dnia codziennego i ogólny nastrój, jaki mnie ostatnio nawiedził, gdybym się teraz wzięła za Orianę biedaczka mogłaby nie dożyć do końca własnej historii.
Zamiast rozdziału uderzę dzisiaj z zupełnie innej beczki.

Każdy ma jakiegoś hopla, ja mam Nowy Jork (jak już wszyscy wiecie). Często podróżuję po nim dzięki Street View, czyli przysłowiowym palcem po mapie. Oglądam filmiki, czytam relacje z podróży a nawet ostatnio kupiłam sobie przewodnik i wciągnęłam się w niego z pasją godną najlepszej powieści. Może za dużo nasłuchałam się Alicji z zaczarowanej krainy, ale podobnie jak ona uważam, że w naszym poważnym świecie tylko wariaci są coś warci, więc nie zabraniam swojemu świrowi swobodnie brykać w mojej głowie. Nawet z racji tego, że jestem dokładnym przeciwieństwem patrioty (wg słownika antonimów nazywa się to zdrajca… ) ustanowiłam swój własny hymn. Milknę z należytym szacunkiem, kiedy tylko go słyszę. Zatytułowany jest New York state od mind i wykonuje go niesamowity Billy Joel.
Ktoś powie, że jestem… hmmm… świrem? No jestem. I co z tego?
Ktoś inny zarzuci, że Nowy Jork jaki poznaję na pocztówkach i filmikach promujących jest tylko jedną stroną medalu. Oszczędzę mu czasu. Wiem!
Wiem, że mogę się tam natknąć na rejony, gdzie dzieci głodują siedząc na zimnej ulicy, po której biegają szczury, ale to samo dzieje się w moim rodzimym kraju, więc pytam, gdzie czynnik mający mnie zniechęcić?
Ostatecznie wystarczy czegoś bardzo chcieć, żeby to dostać, więc nic prostszego.

Odeszłam bardzo daleko od meritum, więc wracam na odpowiednie tory. Chciałam napisać o osobach, które mnie wspierają w moim rozmarzonym przedsięwzięciu.
Z radością zauważyłam, że wciągnęłam w to marzenie mojego męża, który ostatnio pokazywał mi mieszkania do wynajęcia na miesiąc na Manhattanie. Bo tylko taka opcja wchodzi w grę. Żadne tam hotele i inne przybytki. Na chwilę zatrzasnąć pewne klepki w głowie i stać się Nowojorczykiem…
Kolejną osobą jest pewna marzycielka, która już wie co zrobić, żeby marzenie spełnić i od której codziennie uczę się tego.
Bernadeta Milewski, założycielka bloga „Kierunek Avonlea” i grupy pod tą samą nazwą, kiedy tylko usłyszała o moim zamiłowaniu przysłała mi najpiękniejsze zdjęcia, ze swoich własnych odwiedzin w tym mieście. Przez dobre trzy dni przeglądałam je na okrągło. Co więcej wysłała mi prezent z drobnymi, a jakże cennymi pamiątkami zakupionymi przy Brooklyn Bridge <3

Przepiękny brelok w kształcie jabłka z najpiękniejszą wizytówką NYC – Statuą, na głównym planie. Oczywiście w obawie, że go zniszczę, nigdy nie zostanie podpięty do żadnych kluczy. Dostał należyte miejsce na moim regale 🙂

Zdjęcie Times Square z żółtymi taksówkami, tłumem pędzących ludzi i billboardami spektakli i musicali, które już widziałam w polskich wydaniach i z rozkoszą zobaczę w tych zachodnich (broadway musical jest moim ulubionym gatunkiem muzycznym).

Magnes na lodówkę (ulokowany na piekarniku), których dzięki Bernadce zbiorę całą kolekcję :*

Wszystko zapakowane w siateczkę, którą prezentuję na zdjęciu okładkowym. Miodzio!!

Na imieniny dostałam coś wyjątkowego od Artura. Prezent choć wspaniały jest efektem przekornego poczucia humoru mojego męża. Dostałam najbardziej niewygodną przytulankę na świecie!!

Trzydziestocentymetrowa replika Statuy Wolności, wykonana z najmniejszymi detalami z mosiądzu jest bardzo ciężka. A kiedy ją przytulam korona wbija się bezlitośnie gdzie popadnie. Ale co tam! UWIELBIAM JĄ!! Ania z Zielonego Wzgórza rozmawiała ze swoim lustrzanym odbiciem, ja gadam z miniaturą pomnika. A do tego stawiam ją sobie na wysokiej półce i zadzieram głowę, jakbym patrzała na oryginał 😀
Teraz macie mnie już za totalną wariatkę? To jeszcze nic. Zobaczycie co się będzie działo, kiedy w końcu zrealizuję swój wielki plan i będę do Was nadawała prosto ze stoicy świata 😉

Właśnie dzięki tym dwóm osobom moje marzenie przybiera na sile i wydaje się bardzo realne. Mimo iż wiem, że jeszcze trochę wody upłynie zanim zacznę pakować walizki, nie zniechęcam się ani trochę. Co mnie powstrzymuje? Oczywiście finanse, które jakby dobre nie były, nie są aż tak dobre 🙂 Ale będą. Artur codziennie mi mówi, że wszystko jest absolutnie osiągalne, a Bernadka pokazuje „zobacz jak tu niesamowicie!”. Oczywiście, kiedy cel już osiągnę nie omieszkam zajrzeć do Connecticut, żeby podziękować jej za motywację.

No bo jakby to mogło być, że mój breloczek był w NYC, a ja nie!!!

Idąc już nurtem prezentów bardzo bliskich mojemu sercu muszę napomknąć o prezentach od Was 🙂
Rozpoczynając prowadzenie bloga (jeszcze na Bloggerze) nigdy bym nie przypuszczała, że tak się z Wami zwiążę. Że poznam tyle wartościowych osób, które będą mi dawały natchnienie i umilały dni. Które poznają mnie na tyle, żeby wiedzieć czym zrobić mi przyjemność i będą tak bardzo zdolne!

Bo należy Wam wiedzieć, że taka niepozorna Kajjka ( 😛 ), której powieści znamy i lubimy (kto nie zna, odnośnik do jej strony jest po prawej, a kto nie lubi, niech zamilknie na wieki), ma tak zwinne łapki, że produkuje własną biżuterię. I to przepiękną biżuterię! O tutaj: >>> Warsztacik Kajjki – Igłą <<< znajdziecie wszystkie jej prace z możliwością nabycia, a ja się Wam pochwalę tym, co sama dostałam.

 

 

Piękne, prawda? Ot i nasza skromna Kajjka 😉

Lena natomiast doskonale trafiła z prezentem urodzinowym. Jej tropem poszli moi teściowie i mówię każdemu kto pyta, że jeśli nie mają na zbyciu biletów do NY, to to najlepsza droga do uszczęśliwienia mnie.
W czasie jednej z wymian książkowych (naszej pocztowej biblioteki) znalazłam taką oto kopertę:

Nawet nie wiecie jak strasznie mnie kusiło, żeby otworzyć natychmiast po otrzymaniu. Jednak mąż mi świadkiem, że otworzyłam w dzień urodzin i znalazłam w środku kartę upominkową do Empiku 🙂 Zrodził się z niej Bellagrand.
Opowiadajcie ludziom co Was cieszy. To naprawdę działa!

Ponadto chciałam podziękować w imieniu mojego dziecka za pamięć. Kiedy któraś ciocia coś wysyła, Natka od razu patrzy mi przez ramię czy wyciągnę coś dla niej 🙂

 

W następnym odcinku zapraszam do zwiedzenia mojej biblioteczki. A tymczasem do hymnu powstań!!