O co chodzi z recenzjami?!

Ostatnio w sieci zagrzmiało, kiedy recenzentka blogowa wystosowała krytyczny tekst o jednej z książek pana L. Kto jest w temacie, wie o co chodzi. Kto nie jest, powiem tylko w skrócie, że recenzja poleciała po łebkach, jej głównym założeniem było stwierdzenie, że „nie, bo nie”, a pan Autor potoczył pianę. Że recenzentka taka i taka, że recenzja jeszcze gorsza, a blogaski niosą swąd głupoty. Bluzgi bardzo barwnie podkreśliły charakter jego wypowiedzi. Skończyło się, że już na swoim podwórku kazał wypier… wszystkim, którym się tam nie podoba.
No cóż.
Nie zamierzam brać udziału w dyskusji (zresztą już skończonej – mam nadzieję), zdania mojego nie poznacie, nie będę kibicowała żadnej ze stron, ale chcę napisać jak to jest z tymi recenzjami.

Drodzy Czytelnicy, szacowne grono Autorów.
Język polski, podobnie jak każdy inny, jest tworem wiecznie żywym. Wiecie o tym najlepiej. Naginamy słowa, które już istnieją i wymyślamy nowe, które wchodzą do słowników. Nie zamykajmy się w ramach regułki mówiącej czym jest recenzja.

W opisie mojej strony znajdziecie słowa skazujące mnie na wieczne potępienie: „recenzje książek”. Dlaczego je znajdziecie? Nie. Nie dlatego, że takowe piszę. Dlatego, że to słowa kluczowe, po których mnie znajdziecie. Bo przecież po to piszę w sieci, a nie w notesie, żeby mnie ktoś czytał, prawda? Słowa kluczowe mają naprowadzić osobę szukającą recenzji danej książki właśnie tutaj. Bo czego szukają najzwyklejsi (tacy jak ja i większość tu wchodzących osób) czytelnicy wpisując słowo „recenzja” przed tytułem? Szukają opinii, którą mogliby się pokierować w wyborze nowej pozycji, bądź też wziąć udział w dyskusji na temat książki, którą już przeczytali. Mało kto chce poznać fachową ocenę rozbierającą powieść na części pierwsze i analizującą ją pod każdym możliwym aspektem. Sorry, osobom, które to dotknie. Takie czasy!

To co powstaje na Kanapie Literackiej tylko od strony technicznej nazywa się recenzją, bo osoby szukające opinii i tak wpisują w wyszukiwarce recenzja „xxx” książki. To, co pisuję jest jak najbardziej subiektywną opinią o książce. Opinią, czyli moim prywatnym zdaniem, moimi odczuciami i moimi przemyśleniami na temat ukończonego tytułu. Nie jestem krytykiem literackim, nie jestem osobą kompetentną do pisania recenzji przez wielkie, wydumane R. Co więcej jestem temu bardzo daleka nie tylko w umiejętnością, ale i zamiarami. Uwielbiam się dzielić emocjami jakie były we mnie w trakcie czytania i jakie się rodzą po zakończonej lekturze. I to właśnie robię. Wiem, że pisanie opinii wymaga użycia pewnego zasobu inteligencji i staram się nie pisać, że książka mi się nie podobała „bo nie”. Chociaż przy niektórych tytułach mam na to ochotę 😉 Staram się umotywować każdą ocenę.  Szanuję wszystkie pozycje i każdego autora.

Dlaczego wcześniej tego nie napisałam, a piszę o tym teraz?
Nie dlatego, żeby móc się obronić przed potencjalnym autorem, który mnie nazwie głupią gęsią, bo „obrażę” jego dzieło nie pisząc odpowiednio profesjonalnie. Nie pisałam o tym wcześniej, bo uznałam to za oczywiste. Jasne jak słońce. Okazało się, że nie jest. A chciałabym, żeby było.

Daruję sobie wywód na temat tego, że hipokryzja jest naprawdę paskudną cechą i ci najbardziej broniący konwencji mają śmietnik w głowie i ustach. Obiecałam nie brać udziału w dyskusji, a Wam oszczędzić tych przykrych dla ucha i oka epitetów, jakie w niej poleciały, ale czytając wiele wypowiedzi kilka szczególnie zapadło mi w pamięci. Pierwsze to słowa Kuby Ćwieka, mówiącego, że trolling działa dwukierunkowo. Co racja to racja. Nie widziałam jeszcze, żeby ktoś z trollem wygrał, zwłaszcza, jeśli troll uchodzi za osobę z pewnej sfery kulturowej. Na trolla Kajjka znalazła doskonały sposób. Zostawić, nie ruszać. Niech się udławi swoją żółcią. Kolejna wypowiedź to bardzo piękne słowa. „Pisarz jest sługą słowa”.
I tylko tyle w temacie.

Na marginesie, korzystając z tej literackiej tematyki, chciałam sprostować co oznaczają gwiazdeczki w ocenie. Nie znoszę tego robić. Nie znoszę punktować książki. Spłyca ją to, bo przecież każda jest jednak wielowymiarowa i trzeba by było dać co najmniej kilka ocen. Ale sama przed sobą przyznać się muszę, że zwracam uwagę na taki sposób oceny i wiem, że są bardzo lubiane przez tych szukających ciekawej pozycji. Swoje gwiazdki bezwstydnie zgapiłam z LC i oznaczone są identycznie jak tam.

10 gwiazdek – arcydzieło
9 gwiazdek – wybitna
8 gwiazdek – rewelacyjna
7 gwiazdek – b. dobra
6 gwiadek – dobra
5 gwiazdek – przeciętna
4 gwiazdki – może być
3 gwiazdki – słaba
2 gwiazdki – b. słaba
1 gwiazdka – beznadziejna

Pozdrawiam,
M.