Wieczór pełen akcji

Właśnie wróciłam z kina z filmu: Need for Speed, reżyserii Scotta Waugh. Rzadko pisuję o moich kinowych wydarzeniach. W zasadzie robię to drugi raz. Za pierwszym zaklinałam, żebyście nie szły na Supermana, z którego wyszłam w połowie 🙂 Tym razem z innej beczki. Nie wyszłam, a wręcz miałam się ochotę przypiąć pasami do fotela! Mam aż trzy powody, żeby napisać o tymże filmie. Oto one. 1. Kto grał w Need for Speeda ręka w górę. Ja grałam. Przyznaję bez bicia nie szło mi zupełnie. Wszystkie słupki i barierki nakierowywały mnie na właściwą drogę, ale różowe Lambo było ;D Jeśli ktoś jest fanem – film jest fantastyczny!! Szczerze polecam, dawno się tak dobrze nie bawiłam. Trzyma w napięciu, bawi do bólu brzucha, a poczucie realizmu wgniata w fotel. Takie moje zdanie, chociaż zapewne jak się tu nawinie jakiś pan, to może się nie zgodzić 🙂 Odzwierciedla grę mistrzowsko. Odtwórca roli głównej,…

Więcej
„Ania na uniwersytecie”

Kingsport. Portowe miasto w Nowej Szkocji, które posłużyło Lucy Montgomery jako miejsce spełnienia wielkiego marzenia Ani. Nie wiem, czy to prawda, ale wyczytałam, że umiejscowienie tam Uniwersytetu Redmonda jest fikcją. Ale nie mam pojęcia, czy Was nie oszukuję 🙂 No i cóż tu dużo pisać. Życie studenckie było tak słodko gorzkie, jak być powinno! Ania natchniona niegasnącą ambicją, namowami bliskich i możliwością jaką jej dała pani Linde przeprowadzając się na Zielone Wzgórze, wyjeżdża na uniwersytet. Tam zawiera nowe przyjaźnie, poznaje ciekawe miejsca i zaznaje pierwszej miłości. Spotyka swojego wymarzonego „księcia z bajki”. Jej dni wypełnione są nauką i licznymi rozrywkami, ostatecznie tworząc cztery pełne emocji. To w tej części podejmuje decyzje, które wpłyną na jej dorosłą przyszłość. „Naszą dewizą jest: naprzód bawić, a potem harować. Lepiej się pracuje, gdy człowiek uprzednio zazna jakiejś rozrywki.” Iza Gordon. Trzecia część przygód Ani została wydana w 1915 roku. Tytuł oryginalny brzmi „Ania z…

Więcej
A po nocy przychodzi świt…

„Jak się czuję? – zawołał. – Nie, tego się nie da powiedzieć! Czuję się… czuję… – Rozgarnął ramionami powietrze. – Czuję się jak wiosna po zimie, jak słońce wśród liści, jak fanfara trąb, jak śpiew harfy, jak wszystkie pieśni świata”.  John Ronald Reuel Tolkien „Powrót Króla” I ja też się tak czuję! Ostatnio rozmawiałyśmy zimą, a tu już wiosna nastała 😀 Pięknie, prawda? Aktywowałam rower, żeby obserwować tą najwspanialszą porę roku z bliska. Drzewa i krzaczki puściły już pąki, kaczuszki dokazują na rzece, a moja psinka zakochała się w jamniku… Z wzajemnością! Uparta bestia codziennie chodzi z nami na spacer! Ja też z okazji wiosny chodzę z głową w chmurach. Zaczęłam już pracować nad kolejnym opowiadaniem dla Was 😉 Będziecie musiały na nie troszkę poczekać, bo ukarze się dopiero pod koniec kwietnia, ale za to obiecuję ładną, zwartą i miłą fabułę 🙂 Od dwóch dni nie mogę się przestać uśmiechać! Mimo że…

Więcej
„Ania z Avonlea”

Ania Shirley powraca jako nauczycielka w szkole w Avonlea! Uczy dzieci, z którymi jeszcze rok wcześniej siedziała w szkolnych ławach. Czy życie nauczycielki może być fascynująca przygodą? Jakie zakręty na drodze napotkają mieszkanki Zielonego Wzgórza? Czy siedemnastoletnia Ania zdobędzie szacunek miejscowych dzieciaków, a Maryla udźwignie ciężar jaki niespodziewanie spadnie na jej barki? A może należałoby się doradzić nowego sąsiada? Za co składam kolejny pokłon pani Montgomery? Za to, że napisała około dwieście stron codziennej rutyny życia na wsi, a ja każdą stronę czytałam z uśmiechem. O czym może być książka, która nie opowiada o niczym konkretnym? O tym, że nasze zwyczajne, monotonne życie, wypełnione codziennymi obowiązkami, problemami i od czasu do czasu radościami, jest najpiękniejszym darem. „Chociaż Ania nie odznaczała się pięknością w ścisłym tego słowa znaczeniu, była pełna czaru i patrzący na nią pozostawali zawsze pod jej urokiem. Widok jej budził myśli o bogactwie jej natury. […] Zdawała się już teraz otoczona…

Więcej

Wpisy gościnne:

Achaja – podsumowanie obu serii
Artur Jędrzejewski

Jak wiecie z recenzji pierwszego tomu Achai napisanego przez Monię, nasze opinie o tej książce były… zgoła różne. Stanąłem okoniem (czemu nie mówi się „stanąłem łososiem”?) w obronie tej serii i nadal to podtrzymuję. Jak wiecie z poprzedniej recenzji, wątki są trzy. Każdy z nich przedstawia losy innego bohatera, jego drogę ku logicznemu połączeniu wątków. Brzydko pachnie mi to, że pod koniec trzeciego tomu to spotkanie nie prowadzi w sumie do niczego, brakuje tu satysfakcjonującego zakończenia. Sama droga, jaką przebyli bohaterowie jest o wiele ciekawsza niż jej finał. Niemniej, w moich oczach trylogia jest dziełem dobrym, specyficznym przez fascynację autora kwestiami logistyki i strategii wojskowej, posiadającą swoje magiczne momenty, które chętnie przeczytam z czasem ponownie. Nienasycony głód po zakończeniu czytania trylogii postanowiłem zaspokoić sięgając po pięcioksiąg „Pomnik Cesarzowej Achai”. No i tu pojawia się problem. Postaram się opisać swoją opinię bez spojlerów na tyle na ile to możliwe. Jeśli takowe…

Giełda książki: