Przerrrażające nagrody ;) – wyniki konkursu Halloween.

Witajcie na kilka godzin przed tą przerażającą nocą 😀

Czy ktoś z Was idzie na bal?? Jestem pieruńsko ciekawa jak się przebieracie??  Ostatnio przechodziłam obok wypożyczalni i zobaczyłam taki piękniusi kostium wiedźmy, że aż żal było go tam zostawić!

Chciałam tak jak obiecałam opublikować dzisiaj nagrodę jaka powędrowała do naszych zwyciężczyń, ale Poczta Polska komplikuje moje zamiary. Ostatnio wysyłałam do Kajjki paczkę bez priorytetu i dotarła do niej następnego dnia. Teraz wysłałam z priorytetem, więc poczekamy z tydzień…


 

Nagrodą jest mały zestaw do halloweenowej kawy. Cukierków oczywiście nie braknie! Wiem, że miała być manufaktura, ale uznałam, że ze swoimi zdolnościami manualnymi prędzej popełnię rękoczyn niż rękodzieło. Tak więc oszczędzając swoje zdrowie fizyczne i psychiczne wymyśliłam coś takiego:


 

hallow

Magiczna osłona zniknęła, nagrody dostarczone! Kubeczki dorwałam dwa ostatnie, a szkoda, bo sama też miałam na niego chrapkę 😉 Smacznej kawuni!

A dla wszystkich odwiedzających MyStory psikus 🙂 Poniżej publikuję stosowne do okazji krótkie opowiadanie, a psikus polega na tym, że nie ja jestem jego autorką…

Zapraszam.


okładka Artur2


 

Catalina Barrera miała już po dziurki w nosie tego dnia. Był zbyt długi, zbyt aktywny, ludzie się jej czepiali, ciągle czegoś od niej chcieli, a ból brzucha przypominał o zbliżającym się okresie. Sytuacji ani trochę nie poprawiał smolisty kolor chmur, który oglądała od samego rana. W dodatku Ethan wyjechał w delegację i musiała sama stawić czoła własnym emocjom. Na szczęście dzień chylił się ku końcowi. Mimo zmęczenia i baaardzo późnej godziny zaplanowała sobie wieczór przyjemności. Relaks w wannie, zimne piwo i ulubiony film wypełnią jej czas samotności i polepszą samopoczucie na resztę weekendu. Z tą myślą wracała z pracy, przebijając się przez mocno siekające krople deszczu. Ruch o tej porze był niewielki. Co jakiś czas nocne niebo błyskało światłem, rozświetlając przestrzeń między budynkami, by po chwili straszyć donośnym hukiem. Stała na skrzyżowaniu patrząc niecierpliwie na czerwone światło, podczas gdy wycieraczki ścierały nachalne krople deszczu z przedniej szyby. Jak to dobrze, że Ethan zostawił chargera. Jak to dobrze, że rano przewidziała pogodę na wieczór.
To ostatnie skrzyżowanie na jej drodze do domu. Tak blisko, a tak daleko. W końcu się doczekała i złośliwy sygnalizator łaskawie pozwolił jej jechać dalej. Wcisnęła sprzęgło, wrzuciła jedynkę, jednak samochód zamiast ruszyć szarpnął trzy razy i zgasł. Stłumiła przekleństwo. Złapała za kluczyk, przekręciła stacyjkę, jednak poza dźwiękiem rozruchu nie doczekała się niczego innego. Kolejne dwie próby nie przyniosły żadnych zmian. Zza pleców usłyszała niecierpliwe trąbnięcie. Stała na środku skrzyżowania, blokując ruch jak przykładna blondynka. Wściekła walnęła w kierownicę i tym razem nie powstrzymała siarczystego przekleństwa. Inni kierowcy nie zważając na jej problem wyminęli ją i pojechali, szybko ginąc w ścianie deszczu. Wszystko przeciw niej. Włączyła awaryjne i wysiadła. Nie pozostało jej nic innego jak przepchnąć auto przez skrzyżowanie i zostawić je przy ulicy. Normalnie pewnie raz dwa uporałaby się z awarią, ale w taką pogodę prędzej się utopi niż oceni sytuację pod maską. Do domu miała stosunkowo blisko. Zajmie się tym jutro, teraz najważniejsze to skończyć ten przeklęty dzień i zaznać choć odrobiny przyjemności. Przepchnięcie auta jednak nie było takie proste jak przypuszczała. Przemokła cała zanim ruszyła je z miejsca. Buty ślizgały się na mokrej jezdni, ręce zjeżdżały z karoserii a oczy zalewały krople spływające z włosów. Niestety tu nie miała wycieraczek choć bardzo by się przydały. Rozbujała samochód i po paru chwilach udało jej się przetoczyć go na pobocze. Zziajana, przemoczona i wściekła wyjęła kluczyki, trzasnęła z całej siły drzwiami i włączyła alarm. Gdyby to był film, poziom wulgaryzmów na skali wskazywałby, że bynajmniej nie jest to produkcja dla dzieci. Szła pochylona, osłaniając się dłonią przed wielkimi kroplami padającym jej prosto na twarz. Takiej ulewy nie widziała od dawna! Niemal po omacku, instynktownie kierowała się w stronę domu. Przechodząc przez ulicę zahaczyła obcasem o wyszczerbioną kratkę studzienki kanalizacyjnej. Mokry but ześlizgnął się ze stopy i poleciał wprost do wlotu.

– Do jasnej…!!!
Pochyliła się, ale zobaczyła tylko potoki wody wpływające w czarną otchłań. Nawet nie próbowała go wyciągać. Jeszcze by jej ręka utknęła, albo cała by wpadła. Ciekawe jak opowie o tym Ethanowi… Zapyta: Kate co Ci się stało? I będzie musiała mu opowiedzieć o tym jak szła sobie ulicą i zgubiła buta… Może lepiej zachowa to dla siebie.
Dotarła do drzwi prowadzących na korytarz jej kamienicy. Szarpnęła za klamkę. Były zamknięte. Na krótką chwilę przymknęła oczy. Nie zostawiła kluczy w samochodzie, prawda? Na szczęście odnalazła je w wewnętrznej kieszeni kurtki.
Dzień ? Kate, 7:1
Gol honorowy.
Weszła do środka i niczym pies otrzepała się z cieknącej wody. Niewiele to dało poza tym, że na podłodze pojawiła się spora kałuża. Ściągnęła jedynego buta jaki jej pozostał i wbiegła na górę.
– Już jestem. Teraz piwo, kąpiel i rozkosz! A resztą zajmiemy się później.
Wsadzała klucz w zamek, gdy do jej uszu dotarł pewien dźwięk. Coś, czego słyszeć nie powinna, a już zwłaszcza zza drzwi Grega. Czy to płaczące dziecko? Krzyczące? Obdzierane ze skóry?! Co to za krzyk?!
Podeszła do drzwi sąsiada. Widywała go bardzo rzadko. W sumie może raz z nim rozmawiała. Odludek i dziwak jakich mało. Kawaler o cerze nastolatka, sporej nadwadze i z tłustawym bałaganem na głowie, którego nawet największy optymista nie mógłby nazwać nieładem artystycznym. Podobno testował jakieś sieci internetowe na zlecenia, czy coś takiego. Gdy jej się przedstawiał miał resztki pizzy na szlafroku, a poranek to to nie był. Wyszedł wtedy na korytarz odebrać list ze skrzynki. Pewnie był to dla niego najdłuższy spacer tamtego dnia.
Z zamyślenia wyrwał ją ponownie usłyszany płacz. W sumie mogłaby iść do siebie, zaznać wymarzonej kąpieli, napić się tego cholernego piwa… To takie proste! Dlaczego natura detektywa, kolejna złośliwość, nakazywała jej to sprawdzić? Przecież dzieci mogą płakać… o północy… w czasie burzy… u sąsiada odludka, który na pewno nie ma dzieci. Nic z tego. Musiała to sprawdzić. Niczym ninja-amator na czubkach bosych stóp podeszła pod drzwi i przyłożyła do nich ucho. Grzmot po kolejnej błyskawicy sprawił, że włosy stanęły jej dęba, ciało przeszył prąd. Podskoczyła wystraszona uśmiechając się pod nosem. Wspaniały akompaniament przyrody towarzyszył jej w podsłuchiwaniu sąsiada. Jakby sam dzień nie był dość dziwny a to co planowała, zbyt mało nietypowe. Postanowiła zapukać. Jeśli nie liczyć dudnienia deszczu, odpowiedzią była tylko głucha cisza. Złapała za klamkę i ku jej zdziwieniu drzwi natychmiast ustąpiły. Były niedomknięte. Delikatnie je uchyliła i zajrzała do wnętrza nasłuchując każdego, najdelikatniejszego dźwięku. Weszła do ciemnego, długiego przedpokoju, typowego dla zabudowy w tej dzielnicy. Odruchowo sięgnęła do paska po małą latarkę, którą zwykle miała przy sobie, jednak pomacała jedynie biodro. Pasek, wraz z bronią i odznaką, zostawiła w samochodzie. Cholera! Jakby jej przełożona to zobaczyła, dostałaby co najmniej naganę. Musiała odnaleźć włącznik światła. Dłońmi zbadała ścianę nad jakąś szafką przy wejściu, potrącając przy tym przedmiot na niej ustawiony. Zawahał się dwa razy nim zdecydował, że spadnie. Na szczęście refleks pozwolił jej uniknąć niechybnej tragedii. Z wazonem w jednej ręce zaczęła dalej obmacywać chropowatą powierzchnię i już po chwili trafiła na przełącznik. Odetchnęła z ulgą. Wzrok przyzwyczajony do ciemności został porażony nagłym uderzeniem światła dobiegającym z jedynej gołej żarówki zawieszonej w centralnej części pomieszczenia. Jej oczom ukazał się pokój tak zawalony rzeczami, że przejście na jego drugi koniec wymagało przebycia istnego labiryntu. Stare książki, wątpliwej wartości antyki, gazety, rupiecie i kartony zastawiały przestrzeń od podłogi aż po sufit. Zrobiła kilka kroków wchodząc w coś, co musiało być początkiem jakiejś ścieżki.
– No pięknie ? mruknęła. – Nie dość że dziwak to jeszcze w dodatku chomik.
Dziwak do kwadratu! Znajdź tu teraz między tymi wszystkimi śmieciami małe dziecko, które jak na złość przestało płakać. Usłyszała kolejny grzmot, zbyt głośny nawet jak na burzę szalejącą tuż nad budynkiem. Seria trzasków poprzedziła rozprysk szkła. Żarówka, którą w pocie czoła udało jej się włączyć rozsypała się wdzięcznie po wszechobecnym śmietniku. Ogarnęła ją ciemność i wściekłość. Na stopach miała tyko cienkie mokre skarpetki, a dookoła było pełno szkła. Pełno szkła i… I cisza! Cisza tak niepokojąca, że na chwile przestała oddychać.
?Co ja tu do cholery robię? Sama, pośrodku jakiegoś chomikowa, w totalnej ciemności – pomyślała. – Spokojnie. Może jest dziwny, ale przecież nie jest psychopatą! Chyba… – przekonywała samą siebie.
Po chwili, gdy oczy na powrót zaczęły się oswajać z ciemnością, coś zabrzęczało jej w kieszeni. Telefon… Wyjęła go czym prędzej i włączyła wyświetlacz, na którym gościł czerwony wykrzyknik i znaczek 3%. Czy to nie jest zbyt schematyczne? Podświetliła sobie drogę starając się odnaleźć wyjście. Chwilę błądziła między stosami rupieci, by dotrzeć do futryny drzwi. Nie były to jednak drzwi wyjściowe, a przejście do drugiego pokoju. Spojrzała na telefon który, a jakżeby inaczej! wyświetlił jej grzecznościowe ?Bye-Bye!? i zgasł. Z niepokojem zajrzała do nowego pomieszczenia. Było równie ciemne co pierwsze, jednak mniej zagracone i, o rety, miało okno! W blasku księżyca nieśmiało zaglądającego do środka zobaczyła coś na ziemi. Jakiś ruch. Wytężyła wzrok starając się wyłapać dokładniejszy kształt, a tymczasem serce pompowało krew z potrójną mocą. Osuwając się na kolana przesunęła się do przodu na tyle, żeby kształt stał się ostrzejszy. Kot! Nawet nie kot. Pół kota! Mały kotek!!
– Ty diable! To ty tak krzyczałeś? Ale mnie nastraszyłeś. – Podeszła do niego. Pogłaskała stworzonko po grzbiecie, co odwzajemniło włączeniem mruku. Kotek zakręcił się wokół jej nogi ocierając przyjemnie i prężąc grzbiet, po czym siadł i wrócił do zabawy. Klapnął na zadek i zaczął się bawić sznureczkiem dyndającym tuż nad nim.
– A czym Ty się tak bawisz? – zapytała retorycznie i spojrzała w górę. – AAA!!
Sama poleciała na pupę, kiedy jej oczom ukazała się postać wisząca kilkanaście centymetrów nad ziemią. Schowana w cieniu wysokiej szafy była zupełnie niewidoczna na tle mdłego światła z ulicy. Przerażona odskoczyła trącając ciało, które niespiesznie zaczęło się huśtać, wydając przy tym bardzo nieprzyjemny dźwięk trzeszczącej, napiętej liny. Kotek nie przerywał zabawy, zachwycony dodatkowym ruchem. Serce Kate chciało wyskoczyć z piersi, a oddech nie nadążał z dostarczaniem niezbędnego tlenu. Widziała już trupa nie raz, ale obecne okoliczności stworzyły klimat, jakiego nie sposób znaleźć przy porannych oględzinach miejsca zbrodni. W myślach karciła sama siebie za uczucia jakie nią teraz targały i szalone myśli, które jeszcze chwilę temu podpowiadały jej niestworzone historie. Wstała otrzepując się z kurzu, poprawiła ubranie i podeszła już spokojniejsza do denata. To był jak się domyślała Greg. Twarz napuchnięta i blada, włosy pozbawione ładu, grube ciało sprawdzające wytrzymałość liny. Niemal automatycznie uniosła rękę w celu sprawdzenia pulsu i stwierdzenia zgonu, gdy nagle oczy Grega się otworzyły. Białka miał nabiegła krwią, a źrenice wirowały po nich jak szalone. Zatrzymały się i popatrzyły wprost na nią. Przerażona zrobiła kilka kroków do tyłu, przewracając się o jakiegoś rupiecia. Runęła na ziemię podczas gdy oczy patrzące wprost na nią nagle wychyliły się nienaturalnie ku górze i Greg zaczął się szarpać. Rękami łapał sznur na swojej szyi. Rzucał się na wszystkie strony, jednak jego głowa pozostawała niezmiennie w tym samym punkcie. Kate zadziałała błyskawicznie. Ciągle siedząc rozejrzała się po pokoju szukając czegoś możliwie ostrego, ale nie znalazła ani noża, ani nożyczek, ani japońskiego miecza, niczego. Spojrzała w okno. Szyba! Pod Gregiem zobaczyła malutki stołeczek, ostatnią rzecz, na której stał jej sąsiad. Podbiegła, wzięła malutki mebel i rzuciła w blask szkła. Szyba nie była w stanie stawić oporu i posypała się na kawałki. Kate szybko zdjęła kurtkę, zawinęła jej fragment wokół ręki i wyrwała pozostały w okiennej futrynie spory kawał ostrza. Deszcz zacinający na dworze wdarł się do środka, zachlapując jej rękę i twarz. Odwróciła się i zobaczyła, że Greg przestaje się poruszać, powracając do spokojnego bujania. Jednym susem podbiegła przeskakując kilka rzeczy. Starając się odciąć sznur nad jego głową stanęła z nim twarzą w twarz. W jego oczach zobaczyła ulatujące życie, paniczny strach i błaganie o pomoc. Poczuła smród resztek oddechu wydostającego się z rozchylonych ust, a na twarzy wyłapała pojedyncze bruzdy i pęknięte naczynka. Ta sytuacja, to spojrzenie… W życiu tego nie zapomni. Po kilku sekundach, które dla obu były wiecznością, lina w końcu się poddała. Odcięte ciało spadło na Kate, przewracając ją i przytrzaskując do podłogi. Kotek z wrzaskiem i sykiem czmychnął w stos materiałów. Z całych sił starała się zepchnąć z siebie Grega, wykorzystując przy tym energię, o której posiadanie sama by się nie podejrzewała. Osuwające się ciało przeturlało się na bok, a później na plecy. Kate łapała oddech podtrzymując ręką serce na swoim miejscu. Kiedy jej płuca złapały w końcu tlen po raz drugi tego wieczoru postanowiła sprawdzić czy sąsiad żyje. Przyłożyła dłoń do jego szyi z nadzieją oczekując choćby delikatnego uderzenia pod palcami. Nic. Żadnych oznak życia.
– Ethan, będziesz mi to wypominał do końca życia… – warknęła i poderwała się na kolana. Uderzyła pięścią w klatkę piersiową mężczyzny i nasłuchiwała z bliska czy serce zareagowało. Zatkała nos Grega i wpompowała w niego całe powietrze z płuc, by po chwili energicznie naciskać na jego splot słoneczny. Czynność tę powtórzyła trzykrotnie zanim sąsiad zrzucił ją z siebie podrywając się do pozycji siedzącej. Jego lekko wytrzeszczone oczy rozglądały się panicznie dookoła, a usta chapały tlen. Patrzał przez chwilę w rozbite okno i tarł obolałą szyję, na której malowała się bordowa pręga. Po niesamowicie długiej chwili przeniósł wzrok na Kate. Popatrzyli sobie w oczy.
? Zawsze wiedziałem, że na mnie lecisz… – powiedział głosem o zniekształconej barwie. Minęło dobrych kilka sekund zanim wybuchnęła śmiechem.
– Nic ci nie jest? – zapytała standardowo, nie mogąc wymyślić nic bardziej oryginalnego. Greg pokręcił przecząco głową. – Poczekaj tu chwilę, przebije się przez twój bajzel i sprowadzę pomoc. – Wstała.
– Kate? – zawołał za nią. – Dziękuję. Naprawdę. W trakcie zrozumiałem, że popełniam błąd.
Spuścił głowę ciągle masując szyję.
– Nie ma sprawy ? odpowiedziała. – Tylko się nie przyzwyczajaj bo to jednorazowa pomoc. – Uśmiechnęła się wbrew sobie i wyszła. Potykając się kilkukrotnie dotarła do drzwi wyjściowych, by po chwili dokończyć otwieranie swoich własnych. Podłączyła telefon do ładowarki, uruchomiła go i wezwała pogotowie. Odłożyła aparat i chciała wyjść, gdy ten rozdzwonił się przesuwając rytmicznie po blacie. Na wyświetlaczu zobaczyła zdjęcie ukochanego, błyskawicznie odebrała połączenie.
– Cześć koteczku! Jak ci minął dzień? – zapytał głos w słuchawce.
Kate się uśmiechnęła.
– Nie wkurzaj się, ale właśnie całowałam sąsiada.



Co Wy na to?? Ja jestem dumna, że mam takiego zdolnego męża 🙂 Był bardzo zawiedziony, że konkurs nie polegał na napisaniu opowiadania, więc powiedziałam, że jak mu tak bardzo zależny to niech napisze! Opowiadanko w formacie PDF powędruje do wszystkich uczestników konkursu.

A ja po raz setny gratuluję laureatom i za około dwa tygodnie zapraszam na kolejną zabawę! 

Tags: