O mojej muzyce ciąg dalszy, cz. 2 ostatnia

Jestem zbyt leniwy żeby do bardzo pobliskiej galerii handlowej udać się na piechotę a goni mnie czas. Wsiadam do samochodu, ukochanego cabrio. Choć dzień jest ciepły dachu nie ściągam, nie mam czasu. Obok mnie siedzi moja żona Monika w czarnej wiosennej kurtce. Odpalamy, jedziemy. Patrzę na radio, niby coś się odtwarza ale z głośników nie wydobywa się dźwięk. Wyjeżdżam z podwórka. Spoglądam ponownie, 50sek utworu, nadal zero dźwięku. W naszym aucie (moim kiedy się psuje) muzyka ma w zwyczaju brzmieć, nie milczeć, ale nie będę szukał piosenki na tak krótką drogę, niech leci. Co to za durny utwór? To jest utwór który zmienił moje muzyczne życie!

Przed przeczytaniem artykułu zapraszam do zapoznania się z jego pierwszą częścią: -> link.

the world is full of kings and queens who blind your eyes and steal your dreams
Ronnie James Dio – Black Sabbath – Heaven & Hell

Po jakże długiej minucie wchodzi gitara a później jakiś tam Dio zaczyna śpiewać. Pierwszy raz słyszę tą piosenkę w całości, zwykle wstęp ją dyskwalifikował. Zanim dojechałem do celu zrobiłem minę określającą „respect” i powiedziałem mojej żonie: „Kochanie, księżycu życia mego (zawsze się tak zwracam), ten Pan Dio to umie śpiewać”. Nie pamiętam czy skinęła głową czy nie ale wiem, że teraz się z tym zgadza. Dzień później pojechaliśmy do moich rodziców, którzy widząc pierwsze promyki słońca zdążyli już wybyć pod kemping nad jezioro. Tam wdałem się w dyskusję z dwoma sąsiadami grillującymi przy piwku i rozmawiającymi o muzyce. Jeden to stary rockman, stereotypowy, drugi o podobnym guście choć bardziej neutralny. Chcąc zabłysnąć powiedziałem, że nie dalej jak wczoraj poznałem nowy wokal, który bardzo mi przypadł do gustu, Dio czy jakoś tak. Panowie spojrzeli na mnie z posępną miną, trochę z góry. Chłopcze, powiedzieli, to nie jest jakiś tam wokalista, to Ronnie James Dio. To guru muzyki hard rockowej, oficjalnie największy wokal w muzyce rockowej, wokalista 5 czołowych, kultowych zespołów: ELF, Rainbow, Black Sabbath, Dio, Heaven & Hell. Zrobiłem się czerwony ze wstydu, skuliłem uszy i powiedziałem najmądrzejszą rzecz jaką mogłem: „AHA”.

Image2Ronnie (dokładnie Ronald James Padavona) nie jest typowym rockmanem z minionej epoki. Urodził się jako jedynak we włoskiej, bardzo katolickiej rodzinie w mieście  Portsmouth w 1942 roku. Nigdy nie uczył się śpiewać, w młodości grał na trąbce 🙂 a edukację przyjął w szkole farmacji. Muzykę jednak cenił w swoim życiu najbardziej. W przeciwieństwie do stereotypowych kolegów w swoim fachu nie brał narkotyków, nie dawał koncertów na wspomagaczach energetycznych, nie pił alkoholu a zamiast demolować pokoje hotelowe dbał o własny dom wypełniony XV wiecznymi stylowymi antykami. Bardzo je cenił, bo wiedział ile ciężkiej pracy, miłości i czasu ktoś włożył w ich wykonanie i głęboko wierzył, że kiedyś powróci era takiej pasji i jakości w życiu ludzi.
Swoją karierę musiał opierać na jakości, bo człowiekowi o wzroście 160cm ciężko wzbudzić respekt w świecie muzyki ostrej. Często z tego powodu był wyszydzany i nazywany krasnalem, jednak miał do tego dość sporą rezerwę. Ale jak się stało w kolejce po głos to zabrakło czasu na inne aspekty. W wielu wywiadach podkreślał znaczenie religii i Boga w swoim życiu, choć miał do tego własne, zdrowe podejście.

Kariera muzyczna Dio była dość dynamiczna. Pierwszy jego muzyczny zespół przyjął nazwę Ronnie Dio & The Prophets (później Electric Elves) a sam pseudonim Ronnie przyjął po gangsterze mafijnym Johnnym Dio i od roku 1961 używał go stale. To był czas grania muzyki wówczas popularnej, drogie Panie prosimy się nie zakochiwać 🙂

W latach 70tych XX wieku Dio został odkryty przez ówczesnego gitarzystę Deep Purple, Ritchego Blackmore’a i wspólnie stworzyli kultowy zespół pod nazwą Rainbow i nagrali 3 płyty studyjne i kilka koncertowych. To już nieco inny styl muzyczny. Nazwałbym go soft rockiem lub blues rockiem, bardzo płynne, melodyjne brzmienie o specyficznym klimacie, na koncertach bardzo często piosenki były improwizowane. Jest to mój drugi ulubiony okres w karierze Dio, moc i brzmienie młodego wokalisty zdecydowanie nabrały wyrazu.

w 1979 roku Blackmore postanowił zmienić profil zespołu i narzucił granie muzyki pop (znane Since you’ve been gone -> link). Dio zdecydowanie nie chciał grać takiej muzyki, został więc oficjalnie wyrzucony z zespołu. Szczęśliwy traf chciał, że w zespole Black Sabbath nastąpił rozłam, ekipa była zmęczona „imprezowaniem” ich ówczesnego wokalisty Ozziego Osbourna i zakończyła z nim współpracę. Zaprosili Dio na przesłuchanie. Tony Iommi, mistrz gitary, pokazał Ronniemu krótki riff gitarowy, który chodził mu po głowie od dłuższego czasu, i zapytał czy on może coś z tym zrobić. Ronnie wziął piwo, siadł w kącie i napisał słowa. Tego wieczoru, na pierwszym spotkaniu, nagrali jedną z najlepszych piosenek – Children of the Sea. W krótkim czasie nagrali cały album Heaven & Hell (1980). Ten zespół, w tym składzie, to zdecydowanie mój ulubiony okres w karierze Dio. Jeśli miałbym nazwać gatunek to wybrałbym Lyrical Hard Rock. Nie ma chyba lepszego słowa na określenie tej muzyki jak epicka. Jest doniosła, delikatnie mistyczna, z mądrym przekazem, bogata muzycznie. Wg mnie Ci ludzie zostali stworzeni do tego żeby grać razem i nie rozumiem złośliwości losu który to zmienił. Ronnie w wielu wywiadach również podkreśla, że są to dla niego najlepsze i najbardziej owocne lata. Zawsze nazywał się „team-guy”, bo ponad wszystko cenił zespół w którym w danym czasie grał i starał się robić wszystko dla swojej drużyny. Niestety, po nagraniu dwóch bardzo udanych płyt, które na nowo przypomniały fanom jaką marką jest Black Sabbath, panowie pokłócili się o płytę koncertową. Nad nagraną płytą należało popracować i spadło to na barki Dio a reszta panów z zespołu, po całonocnych narkotykowych imprezach, przychodziła do studia spóźniona i zmieniała wszystko to, co Dio osiągnął z montażystami. Ronnie, wraz z perkusistą Vinnie Appice, opuścili Black Sabbath.


Rozpoczęła się równie owocna i bardzo udana kariera we własnym zespole o oryginalnie brzmiącej nazwie DIO. Solowa kariera rozpoczęła się od hitu Holy Diver, tego pamiętnego o którym wspominałem. Kolejne płyty były bardzo dobre i dobre, choć inne niż w Black Sabbath. Dio potrafił się dopasować muzycznie do trendów panujących na rynku, choć zawsze się nimi tylko inspirował dorzucając sporo od siebie. W 1993 roku nagrał jeszcze jeden album wspólnie z Black Sabbath, Dehumanizer. Niestety członkowie zespołu postanowili zrobić skok na kasę i przyjąć na powrót Ozziego, który niewiele później porzucił zespół ponownie. Dio kontynuował solową karierę, podczas gdy Black Sabbath zniknęło z rynku na dłuższy czas przez konflikty wewnętrzne, podatkowe i licencyjne. Warto jeszcze wspomnieć że 1986 roku Dio zorganizował akcję Hear n’ Aid i wspólnie z wieloma artystami ze świata rocka i metalu nagrał charytatywną piosenkę STARS. Akcja jest podobna do USA for AFRICA Micheala Jacksona, choć uczciwie przyznam że na mniejszą skalę.W 2007 roku Warner Brothers, amerykański wydawca płyt Black Sabbath, postanowił wydać płytę Black Sabbath: Dio Years – składankę największych przebojów. Nowe pokolenie bardzo ciepło przyjęło to wydawnictwo. Sukces był na tyle duży, że wyszła propozycja trasy koncertowej w składzie z Dio, na którą panowie przystali. Jako że w 2009 roku była 30 rocznica wydania płyty Heaven & Hell (największego ich dzieła), a Ozzy Osbourne zdążył już pozbawić członków zespołu praw autorskich do nazwy Black Sabbath, zdecydowano się na przyjęcie nazwy kultowej płyty na nazwę zespołu. Panowie zdążyli jeszcze nagrać nową płytę studyjną – The Devil You Know, która również świetnie się sprzedała, mimo bardzo ciemnego klimatu i ostrego brzmienia.

bush_satan_gestureMało kto wie, że to właśnie Dio zapoczątkował tzw. „rogi diabła”, czyli gest powszechnie znany jako symbol muzyki metalowej i dobrej zabawy, lub (o zgrozo) przez doktryniarzy łączony z satanizmem. W 1980 roku, kiedy Dio zastąpił Ozziego Osbourna w Black Sabbath, miał problem aby na pierwszych koncertach nawiązać kontakt z fanami Ozziego. Członek ekipy podpowiedział mu, że potrzebuje symbolu. Ozzy na koncertach używał znaku Victorii więc Dio pomyślał o geście podpatrzonym u swojej babci, czyli Mano Cornuta. Gest ten miał odpędzać złe moce i być swego rodzaju talizmanem. Obecnie ludzie dopasowali go do własnych przekonań i potrzeb, ale warto znać jego genezę i wiedzieć że fani hard rocka są lepiej chronieni niż przypuszczają.

Z perspektywy czasu i przeżyć, dokonanych wyborów, moja fascynacja Dio jest bardzo zasadna – zawsze dążyłem do perfekcji i wybierałem to co najlepsze. Jego możliwości wokalne, swoboda, styl sceniczny, pracowitość i uśmiech nie raz motywowały mnie do działania i poprawiały nastrój. Mimo to w młodym pokoleniu jest on gwiazdą mało rozpoznawalną. Raz na zakupach spotkałem młodzieńca w koszulce Dio, niemal go przytuliłem na środku sklepu i pozostał moim muzycznym synem. Podobnie jak Michael Jackson tak Dio, niezależnie od tymczasowych poglądów muzycznych, przeżyć czy fascynacji, na zawsze wbił się w moje serce. Od kilku lat na dobre wbił się również w skórę przy sercu w postaci tatuażu na którego widok za każdym razem jak patrzę w lusterko przyjmuję minę twardziela a palce same się składają w \m/.

Ronnie James Dio zmarł na raka żołądka w maju 2010 roku, około rok przed tym jak go odkryłem. Żałuję bardzo że nie pojawił się w moim życiu wcześniej. Możliwość usłyszenia go na żywo jest moim marzeniem, które obecnie pokładam na barkach perspektyw jakie niesie ze sobą wirtualna rzeczywistość, choć to i tak nie to samo. Na pocieszenie trzymam kciuki za mojego syna, póki co Patryka, którego przyjście na świat jest oczekiwane w dniu urodzin Dio – 10 lipca. Przypadek? Nie sądzę!

Jeśli jesteście zainteresowani poznaniem twórczości Ronniego Jamesa Dio poniżej zamieszczam filmik, amatorskie top 5 jego najlepszych wykonań koncertowych. Wrzucam też fotki potwierdzające moje szaleństwo. Życzę Wam abyście odnaleźli swoją muzyczną pasję. Może już ją macie? Podzielcie się swoimi ulubionymi wokalistami i sytuacjami w których odnalazła Was muzyka!

Jeśli podobnie jak ja macie hopla na punkcie Dio, lub jesteście zainteresowani jego twórczością to z dumą muszę Was poinformować, że w Polsce, w kilku miastach, w okresie przedwakacyjnym, odbędą się Memoriały ku pamięci Ronniego. Więcej informacji znajdziecie pod profilem Facebookowym: King of Rock And Roll