ilustrowane Inferno
ilustrowane Inferno
Ilustrowane Inferno – podróż przez włoski renesans

Dziś opowiem o moim najnowszym, przepięknym nabytku, jakim jest wydanie specjalne, bo

ilustrowane Inferno

autorstwa Dana Browna.
Książka na pozór (poza rozmiarem) nie różni się niczym od normalnego wydania w twardej oprawie. Posiada papierową, skrzydełkową obwolutę z grafiką okładki, która osłania tą właściwą – twardą, obłożoną czerwonym płótnem. Grzbiet jest ozdobiony złotym tytułem i nazwiskiem autora, a strony zabezpieczone bardzo elegancką kapitałką, wzmacniającą łączenie kartek. Jedyne czego mi brakowało to tasiemka do zaznaczania stron.

Cała przygoda zaczyna się, kiedy wziąć książkę do ręki. Jest większa niż wydanie standardowe, ma bowiem 197×252 mm. rozmiaru. Strony, jak przystało na częściowy album, wykonane są z bardzo solidnego, błyszczącego papieru, a oprawa graficzna zachwyca dopracowaniem i pomysłowością. Elegancko zaznaczone marginesy wykorzystane są często do eksponowania ważnych cytatów, lub fragmentów łamigłówki, dzięki czemu te dużo łatwiej zapadają w pamięć, ewentualnie wnikliwszemu czytelnikowi łatwiej jest do nich wrócić.

Więcej o fabule opowiem w recenzji, ale należy wspomnieć, że Inferno opiera się na fragmentach dzieła Alighieri Dantego, jakim jest „Boska komedia”, a konkretnie na fragmentach przeprawy przez piekło, czyli inferno. Kto wiedział będzie miał większą przyjemność z pogłębiania wiedzy, a kto nie wiedział dowie się, że miastem, za którym autor (Dante) tęsknił, a do którego nie mógł wrócić była toskańska Florencja. Oczywiście Florencja jest cała naszpikowana pamiątkami po jednym ze swoich wielkich przedstawicieli, a zadaniem Langdona jest rozszyfrowanie na ich podstawie zagadki i uratowanie świata. Pędzimy więc razem z nim po tych wszystkich majestatycznych budowlach by z zapartym tchem sączyć nasze wyobraźnie wybitnymi dziełami malarskimi i architektonicznymi. Świetną sprawą jest po przeczytaniu opisu zerknąć sobie na zdjęcie na przykład jakiegoś bezcennego fresku, który w swej przewrotności Brown postanowił zdewastować. O ile moja wyobraźnia nie miała zbyt wielkich problemów z wizualizacją jakiejś znaczącej budowli, o tyle późniejsze zerknięcie na zdjęcie takiego zabytku tworzy w głowie obraz 3D. Popatrzenie na ulicę, którą ucieka główny bohater, uświadomienie sobie, że taka ulica, taki budynek, taki obraz istnieją naprawdę i możemy się przyjrzeć schodkowi, o który Langdon się potknął, dodaje niesamowitego realizmu i jeszcze bardziej podkręca wartkość i ryzykowność akcji. Po raz kolejny zaznaczę jakość wykonania. Dbałość i najmniejszy detal i przepiękną oprawę.

Wady? Te oczywiście też są. Ze względu na to, że stronice są dosyć mięsiste książka nie jest łatwa w utrzymaniu jej przez dłuższy czas w ręce. Dobrze jest podczas czytania oprzeć ją sobie o coś. Poza tym lekko błyszczące kartki niekorzystnie odbijają sztuczne światło i trzeba je ustawiać pod odpowiednim kątem.
Ale wszystko da się przeskoczyć i w sumie obeszłam te niedogodności bez większego problemu.
Polecam wszystkim kolekcjonerom takich unikatowych egzemplarzy i wszystkim sympatykom Roberta Langdona, bo ilustrowane Inferno daje niezwykłą ucztę dla zmysłów.

Pozdrawiam!!

Dostępne wydania ilustrowane:
„Kod Leonarda DaVinci”
„Anioły i Demony”
„Zaginiony symbol”

PS. Jeżeli ktoś z Was dysponuje ilustrowaną wersją „Zaginionego symbolu” i byłby chętny ją odsprzedać proszę o kontakt.