Wywiad konkursowy #pobandzie

Kochani,
w związku z konkursem organizowanym przez wydawnictwo Prószyński i Ska przeprowadziłam bardzo skromny, bo jedynie trzypytaniowy wywiad z jednym z autorów książki „Po bandzie, czyli jak napisać potencjalny bestseller” panem Jakubem Winiarskim.
Zadane pytania wezmą udział w konkursie. Jeśli mi się uda niedługo przeczytacie pełny wywiad z autorem, a tymczasem mogę zdradzić, że lada dzień sami zawalczycie o jego dzieło. Nie wątpię, że wśród miłośników literatury znajdzie się wielu takich, którzy sami marzą o zostaniu pisarzem. Pan Jakub udowodnił, że chcieć to móc i pokazał jak.

Oto pytania konkursowe:

Monika Jędrzejewska: Dlaczego najlepiej pisze się w nocy? (potwierdzone przez kilku pisarzy)
Jakub Winiarski: W nocy? W nocy najlepiej to się śpi. Serio. Proszę nie dać się wkręcać pisarzom. Oni chętnie opowiadają różne rzeczy, żeby popsuć szyki konkurencji. I podczas kiedy Pani będzie się męczyć, oczy na zapałki trzymając i ledwo w klawiaturę stukając ze zmęczenia, oni będą smacznie chrapać, żeby rano, rześcy i wypoczęci mogli zasiąść do codziennego pisania. Chichocząc przy tym złośliwie nad naiwnością konkurentki, która noc bez sensu zawaliła i teraz dzień ma zmarnowany.

M.J.: Który wariant jest lepszy: starać się identyfikować z bohaterem, kierować się empatią, żeby się lepiej w niego wczuć, czy może jak chirurg podejść do sprawy na zimno, a bohatera traktować jak narzędzie do wykonania pracy?

J.W.: Lepszy dla kogo? Przecież każdy pisarz ma swój temperament. Jeden, powiedzmy bardziej empatyczny, będzie czuł potrzebę silnego identyfikowania się z bohaterem. Drugiemu zaś, z natury obojętniejszemu, będzie pasować ? w zgodzie z jego charakterem i predyspozycjami ? zdystansowanie się i chirurgiczny chłód w podejściu do kreowania postaci. Nie można ludziom narzucać, że jakiś sposób jest lepszy. Każdy ma prawo dostosować wiedzę do swoich potrzeb i nie ma potrzeby, by ktokolwiek dusił się przywalony radami, które do niego nie przemawiają. To właśnie z tego powodu i chcąc dać czytelnikowi możliwość wyboru metody najlepszej dla niego w ?Po bandzie? obok moich tekstów znalazły się pisane z innego punktu widzenia rozdziały Jolanty Rawskiej. Czasem ja podaję jeden sposób, Jola inny ? i czytelnik może się zastanowić, które podejście przemawia do niego bardziej. Uważam, że to uczciwe. A zwłaszcza: korzystne dla czytelników, którymi będą, zakładam, autorzy potencjalnych bestsellerów, chcący ułatwić sobie pisarskie życie, a nie utrudnić.

M.J.: Ciągle zadziwia mnie fakt, że pisania książek można się nauczyć. Czy w swojej karierze może się Pan pochwalić przypadkiem, w którym z kompletnego laika bez żadnej siły przebicia stworzył Pan prawdziwego pisarza?

J.W.: Tak. Mam już blisko trzydzieści takich udokumentowanych przypadków. Udokumentowanych, bo kiedy ktoś, kogo uczyłem, opublikuje książkę, ja robię z nim wywiad. Te wywiady można znaleźć na mojej stronie autorskiej www.literaturajestsexy.pl? tam są nazwiska i wypowiedzi tych, którzy już wydali książkę. Prócz tego mam dział ?Opinie uczestników?, a w nim około stu, jeśli nie więcej, wypowiedzi ludzi, których uczyłem i którzy chętnie dzielą się wrażeniami z prowadzonych przeze mnie kursów. Ale wracając do tych, którzy wydali książki i zostali pisarzami. To byli zawsze, podkreślam to, zawsze ludzie, którzy nie mieli w literaturze żadnego zahaczenia. Żadnej, jak Pani to nazywa, ?siły przebicia?. I w ogóle, gdyby to jakiś znawca chciał sprawdzić, nie znali się na literaturze, jej historycznym rozwoju i innych tego typu ciekawostkach. Nie byli i nie zamierzali zostać ?specjalistami od literatury?. Czytali książki różne, ale raczej popularne, nie jakieś trudne, epokowe dzieła. Nie czytali Joyce?a, Musila, Brocha, Prousta czy Buczkowskiego (pewnie dalej ich nie czytają). Nie wiedzieli mnóstwa rzeczy (i wcale nie musieli, moim zdaniem). Przyszli na te moje warsztaty, mając za sobą kariery w rozmaitych branżach, firmach, biznesach. Przyszli z korporacji, banków, zakładów takich i innych. Czasem bardzo świetne kariery robili wcześniej. Ale ? i to jest ważne ? do mnie przyszli z pomysłem na potencjalny bestseller i dzięki warsztatowi, dzięki nauce, jaką im zaoferowałem, a zwłaszcza dzięki własnej determinacji doprowadzili wymarzone projekty pisarskie do końca. I finalnie opublikowali książki. W większości przypadków w dobrych, znanych wydawnictwach. Niektórzy z tych moich uczniów i uczennic mają dziś na koncie już po dwie, trzy powieści. Jedna autorka, Dorota Ponińska, ma skończoną świetną trylogię ?Podróż po miłość?. Wszyscy też piszą kolejne dzieła. Co nie znaczy, musze to podkreślić, że stali się znawcami literatury. Nie stali się i nie muszą. Znawcy literatury muszą być znawcami, muszą wiedzieć o rzeczach, które pisarzowi do niczego nie są potrzebne, i muszą być ludźmi potrafiącymi snuć dywagacje na temat prądów intelektualnych, artystycznych, czy też rozwoju technik pisarskich. Pisarze to inna sprawa. Pisarze muszą jedynie umieć opowiadać zajmujące historie. Dobrze, jeśli mają wiedzę rzemieślniczą o warsztacie pisarskim, ale na pewno nie potrzebują wiedzy teoretyczno-literackiej. Gdyby teoria literatury pomagała w pisaniu, wydziały polonistyki roiłyby się od autorów porywającej prozy. Jak wszyscy wiemy, tak nie jest. A pisania można się nauczyć, jeśli człowiek chce się uczyć. I pisać. Bo w pisaniu najważniejsze jest ? proszę wybaczyć tautologię, ale inaczej się nie da ? pisanie.


Jeśli Was to zainteresowało, jeśli chcecie więcej… trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam
Monika.