beach read
beach read
“Beach read. Wakacyjny romans”

January jest poczytną autorką romantycznych powieści. Takich z pastelowymi okładkami, wielkimi emocjami i dobrym zakończeniem. Gus z kolei tworzy ich dokładne antonimy. Jego powieści są mroczne, głębokie i, z której strony by nie patrzeć, niezbyt szczęśliwe.
Przewrotny los łączy dwójkę zupełnie różnych osób. Przez trzy wakacyjne miesiące mają mieszkać w sąsiednich domach i stworzyć swoje nowe dzieła literackie. Pech chce, że obydwoje cierpią na niemoc twórczą, a przypadek, że znają się z dawnych młodzieńczych lat.
Podejmują wyzwanie.
Romantyczna January ma napisać coś mrocznego, a raczej ponury Gus stworzy romans z dobrym zakończeniem. Mniej lub bardziej świadomie zbliżają się do siebie.

Zarzucając temat wakacyjnej lektury usłyszałam od wielu osób, że nie dzielą książek na wakacyjne i niewakacyjne. Książka to książka. Oczywiście, zgadzam się. Książka to książka, ale tak samo jak tworzone są historie bożonarodzeniowe, tak pisze się również te na wakacje. I tego faktu nie zmienimy. Choć nadal książka to książka.
Komedia lub romans (najczęściej w pakiecie) rozgrywające się w upalnej nadmorskiej miejscowości pomiędzy czerwcem, a sierpniem, to właśnie wakacyjna książka. Coś, co zatrzyma powiew gorącego wiatru i ożywczej bryzy. Da poczucie odprężenia, przygody i, kolokwialnie ujmując, czystą rozrywkę.

Emily Henry stworzyła coś tak bardzo wakacyjnego, że nie sposób przejść koło tego obojętnie. Począwszy od tytułu przez całą fabułę na zakończeniu skończywszy, ta książka tchnie dobrą rozrywką. Co więcej autorka połączyła osobowości swoich przeciwstawnych bohaterów i opowieść przetkana została naprzemiennie swawolą i dużo mocniejszymi scenami dramatów życiowych.

Według mnie główną i najważniejszą cechą tej historii są jej bohaterowie, których niepodzielnie darzy się sympatią. Przyznam, że rzadko zdarza mi się autentycznie polubić główne kreacje, a tym razem obie postaci są tak autentyczne, zabawne i jednocześnie pogubione, że od razu pomyślałam, jacy z nich fajni ludzie.

Książka nieco dezorientuje. Z jednej strony mamy totalnie przewidywalny romans z szalonymi ciotkami w tle, z drugiej zaś skrzywdzone dzieci, śmiertelne choroby i mroczną sektę. Czujemy zauroczenie do Gusa i podziwiamy elokwencję i poczucie humoru January, a za chwilę chcemy ich przytulić, pocieszyć, pomóc poradzić sobie z cierpieniem. Wylegujemy się w upalny dzień słysząc morze w tle, a scenę później trafiamy do zalanego zimnym deszczem lasu, w którym dokonano okropnego mordu. Różnorodność wątków i napływających z nich emocji nie pozwala się nudzić i zasłania kurtyną sztampowość tego typu książki.

Podsumowując:

Bawiłam się naprawdę dobrze. “Beach read” to jedna z tych książek, które czytają się same, a humor w niej zawarty był tak naturalnie wynikający z sytuacji, że ciężko było zachować powagę. Ustalmy, że sięgając po wakacyjną książkę opisującą wakacyjny romans nie mamy wobec niej naiwnie wielkich oczekiwań merytorycznych, a i tak pod tym względem wypada naprawdę zadowalająco. Porusza wiele problemów, choćby ten dotyczący procesu wydawniczego i stereotypu związanego z “babskimi romansidłami”.  Napisana w bardzo przyzwoitym i przyjemnie malowniczym stylu pochłania i pozwala się miło zrelaksować.
Serdecznie polecam!

Moja ocena: 7/10

“Właśnie w tamtej chwili sobie to uświadomiłam: kiedy świat wydaje się mroczny i straszny, miłość jest zdolna porwać do tańca, śmiech potrafi odjąć trochę bólu, a piękno może powybijać dziury w lęku. Postanowiłam wtedy, że moje życie będzie pełne ich trzech – miłości, śmiechu i piękna”.

Agencja Reklamy Arte Studio