dzieci krwi i kości
dzieci krwi i kości
“Dzieci krwi i kości” (t.1)

“Dzieci krwi i kości” to pierwszy tom cyklu: Dziedzictwo Oriszy.

Niegdyś tętniąca magią kraina pogrąża się w coraz większym chaosie i strachu. Okrutny król Saran wiele lat temu brutalnie zdusił magię w całej Oriszy i wymordował wszystkich jej przedstawicieli. Teraz nadchodzi czas zemsty. Bogowie wskazują młodą ibawitkę Zélie. Białowłosa dziewczyna w towarzystwie zupełnie niespodziewanych osób udaje się do świątyni Chândoblé, żeby obudzić moc swoich przodków. Kiedy dociera tam po morderczym pościgu okazuje się, że to dopiero początek jej drogi.
Tymczasem straży królewskiej przewodzi sam książę Inan. Młody wojownik odkrywa w sobie przerażającą moc.

Odkąd osiągnęłam pewien wiek literaturę młodzieżową traktuję przez palce. Mam świadomość, że musi odhaczyć ponawiane, szablonowe momenty, posiadać pięknych i młodych bohaterów, unurzać się w dramie i zaliczyć wielki romans zakończony złamanym sercem. Choć czytam ją rzadko lubię i szanuję, bo i takie dramy trzeba umieć napisać.

Do “Dzieci krwi i kości” przyciągnęła mnie mitologia. Zapewne pamiętacie, że jestem jej olbrzymią fanką. Kiedy przeczytałam informację, że autorka dostała stypendium na studiowanie mitologii afrykańskiej już wiedziałam, że nie przejdę obok tego tytułu obojętnie.

Tomi Adeyemi zaskakuje na każdym kroku. Przede wszystkim stworzyła bohaterów, którzy wcale nie chcą być słodcy i delikatni. Zélie wraz z bratem od dziecka szkolili się w sztukach walki. Tworzą morderczy duet o charcie ducha przewyższającym niejednego profesjonalistę, napędzają ich bowiem krzywdy osobiste. I choć są przy tym bardzo ludzcy wzbudzają tym większy respekt stanowczością i odwagą.
Amari, księżniczka, która się wśród nich pojawia, również pod powłoką szlachetnej wrażliwości skrywa prawdziwego żołnierza. Nasza drużyna jest gotowa na wszystko, żeby uratować Oriszę. Obudzić magię i powalić dyktaturę rządnego krwi, bezwzględnego Sarana.

Powieść w moich oczach jest zbudowana niesamowicie solidnie i nie ma wątku, który byłby mniej dopieszczony niż inny. A wątków jest wiele. Co więcej początkowo wszystko jest nowe i nieznane czytelnikowi, a więc zostaje dokładnie przedstawione, opisane. Każda sytuacja ma swoją historię i dzięki temu nie odnosimy wrażenia, że akcja rusza w miejscu, w którym do niej dołączamy. Ciekawą sprawą jest również to, że żadne spotkanie i żadne rozmowa nie idą w próżnię, a więc jest to naprawdę dobrze przemyślana i porządnie rozplanowana powieść.

Barwne scenerie tworzą chyba największy atut książki. Krainy, jakie pokonują bohaterowie, otwierają przed nami każdy możliwy krajobraz. Mamy morza i pustynie, góry i równiny. Soczyste lasy i suche stepy. Wszystko jest opisane z nienachalnym pięknem w ilości odpowiedniej, żeby nas tam przenieść i zamknąć w pięknie lub okrucieństwie, ale nie zmęczyć przesadna kwiecistością.

I w tym miejscu powinnam zwrócić uwagę na przekład Łukasza Witczaka. Jest świetny. Nie znam oryginału, ale wyczuwam, że jest mu niezwykle bliski. W innym przypadku tłumacz mógłby się okazać kunsztem przewyższającym autora.

Wada jest klasycznym punktem literatury młodzieżowej. O ile romans bym zaakceptowała o tyle dwa na raz to już przesyt. Rozumiejąc, że ludzie w ciężkich chwilach potrzebują wzajemnej bliskości niekoniecznie chciałabym pchać każdego z bohaterów w sidła miłości i namiętności. Uważam, że głęboka, platoniczna przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną mogłaby się sprzedać równie dobrze. I może zdziwi to tych, którzy już znają historię, ale zrezygnowałabym z romansu Zél. Bo moim osobistym zdaniem zdrada przyjaciela jest zdecydowanie mniej przewidywalna.

Podsumowując:

Książka tak bardzo zaangażowała mnie w aspekcie emocjonalnym, że sama stanęłabym w obronie magii. Wielkie brawa za to, że historia nie została przesłodzona ani poprowadzona schematycznie. Mamy tu masę zwrotów akcji, dziesiątki zaskakujących scen i brutalność, której zdecydowanie nie polecam młodszej młodzieży. Żadnej cenzury. Kiedy ma się lać krew, to aż się wzdrygamy. Jeśli ktoś jest torturowany czujemy swąd palonej skóry. Dla mnie – genialny realizm. Ale przede wszystkim czaruje nas tu żywa magia. Magia, która wznieca radość i nadzieję.  Wciąga między strony i unosi ponad pięknymi krainami. No i bohaterka, którą można szczerze polubić. Która jest nieprawdopodobnie ludzka w swojej nadzwyczajności.
Jeśli pozostałe tomy utrzymają poziom pierwszego, będzie to jedna z najlepszych sag w tym gatunku.

Moja ocena: 8/10

“Na początku Orisza była szczęśliwą krainą uświęconych magów. Każdy z dziesięciu klanów został obdarzony przez bogów inna mocą. Jedno władali wodą, inni panowali nad ogniem. Jeszcze inni czytali w myślach, a nawet sięgali wzrokiem poza czas!”.

Agencja Reklamy Arte Studio