“Głębia”, tom II

Po nagłej śmierci starszej siostry siedemnastoletnia Vanessa powraca do rodzinnego Bostonu, by skończyć ostatnią klasę szkoły średniej. Dziewczyna usiłuje zapobiec całkowitemu przeobrażeniu się w syrenę, jednocześnie borykając się z egzaminami na studia, związkiem na odległość i zagadkowym powrotem syren, które, w swoim przekonaniu, zabiła.

Książka po której moje nerki i wątroba wiły się w spazmach błagając o litość!!
Lato się kończy, okropne wydarzenia jakie się w jego czasie rozegrały odchodzą do działu najgorszych koszmarów, a Vanessa wraca do szkoły. Jak się domyślamy nie jest to najłatwiejsza rzecz pod słońcem po tym jak przeszła transformację. I tutaj się zaczyna katorga moich narządów. Żeby przetrwać musi cały czas pić słoną wodę. Co więcej, soli wszystkie możliwe pokarmy łącznie z deserami. Uwierzcie mi, że mam strasznie, ale to strasznie rozwiniętą wyobraźnię, kiedy czytam. Słyszę głosy, czuję zapachy i smaki, jeśli autor potrafi o niech odpowiednio napisać. I kawa z zawartością połowy solniczki ostatecznie powaliła mnie na deski, a sędzia odklepał nokaut.

Vanessa boryka się z jeszcze jednym problemem związanym z jej odmiennością. Atencja mężczyzn potrafi być bardzo uciążliwa, zwłaszcza, jeśli się idzie ramię w ramię ze swoim ukochanym… Ale przecież nie ma tego złego, co by ostatecznie na dobre nie wyszło!

To ostatni rok szkolny w liceum, a więc nasza bohaterka staje przed ciężkim zadaniem wyboru uczelni. Właściwie jak tak sobie myślę, to ma tyle ciężkich sytuacji i wyborów w tej części, że osobiście chybabym oszalała! Po uporaniu się ze śmiercią siostry na łamach rodzinnych musi jeszcze dać radę przebrnąć przez wszystkie jej przyjaciółki, Simon, jej ukochany studiuje kilkaset kilometrów od niej, więc biedaki jeżdżą w te i z wewte non stop. Musi pić i pić tę słoną wodę i kąpać się w niej, inaczej idzie ulicą i bach! Nagle leży na ulicy. A najgorsze, że odczuwa bóle głowy, jakie czuła tylko kiedy w pobliżu była Zara, śmiercionośna syrena! A lody Winter Harbor zaczynają topnieć i w tym cały ambaras 😉

(…) najstraszniejsze potwory wcale nie czają się w mroku, czekając aż do nich przyjdziesz. Jeśli zechcą, same po ciebie przyjdą.

Właściwie książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza, kiedy Vanessa i Simon są razem i koleś mnie doprowadza do furii swoją maślaną troskliwością i miłością wypędzającą z głowy każdą inną myśl. Gdyby trafił na mnie biłabym go regularnie, żeby się ogarnął. Dlatego, kiedy Vanessa w końcu mówi, że muszą zerwać, w ten sposób chcąc go chronić (banalne…), oddycham z prawdziwą ulgą. Jednak niesłusznie! Druga część, kiedy nie są razem jest chyba jeszcze lepsza, bo jak do tej pory spała u niego w akademiku i przyjeżdżała do niego kiedy chciała, teraz dziwnym zrządzeniem losu jedyne czego chce to go spotkać i wiecznie widzi tylko tył odjeżdżającego subaru 😀 Mijają się jak te same bieguny magnesu! A do tego Simon pojawia się wtedy i tylko wtedy, kiedy ta coś kręci ze szkolnym przystojniakiem, Parkerem. Żywot syreny nie jest łatwy…

Podsumowując, część słabsza od poprzedniej. Nie dzieje się nic aż do ostatniego rozdziału (może dwóch), kiedy dzieje się wszystko. Ale wiecie co z nią miałam? Zaczęłam czytać o zachodzie słońca. Kiedy się oderwałam, żeby się czegoś napić było już zupełnie ciemno, a kiedy uznałam, że te dwa ostatnie rozdziały zostawię sobie na jutro robiło się już jasno, więc machnęłam ręką i doczytałam do końca. Mimo że działo się niewiele to nie mogłam się od tego oderwać. Znowu brakło mi chociaż kapki poczucia humoru, ale najwyraźniej autorka go nie ma i nie zamierza wprowadzać na siłę. Poza wątkiem romantycznym jest również wątek detektywistyczny, jaki prowadzi Vanessa. Krok po kroku zbliża się do odkrycia tajemnicy swojego ojca, Willi i lodów w zatoce ucząc się korzystać ze swoich nowych umiejętności. I jest to całkiem fajne, chociaż przewidywalne. No i ostatnie dwa rozdziały wymiatają! Akcja jest świetna, nie pozwalająca odetchnąć i każąca połykać zdania w całości, żeby się szybciej dowiedzieć, co dalej?!

Książkę jak najbardziej polecam. Świetnie się sprawdza jako lajt na wakacje i wiem, że będę ją baaardzo miło wspominała.

Moja ocena 6/10

,,Jeżeli kogoś kochasz, nie tylko znosisz czyjeś problemy. Nie tolerujesz ich z nadzieją, że może pewnego dnia same znikną. Wspólnie starasz się znaleźć rozwiązanie i to nie dlatego, że masz dość niedogodności, tylko dlatego, że życie twoje i ukochanej osoby są ze sobą splecione, związane. Kiedy ty jesteś szczęśliwa i ja jestem szczęśliwy, a kiedy cierpisz… nic innego się nie liczy…”

 

Agencja Reklamy Arte Studio