“Kobiety rządzą światem”

San Francisco, rok 1906. Wielkie trzęsienie ziemi obraca w gruzy całe dzielnice. W ponurej scenerii zniszczonego miasta krzyżują się losy ubogiego Chińczyka i młodej Amerykanki. Wkrótce dołącza do nich Irlandka szukająca w Ameryce zaginionego brata. Trójka przyjaciół postanawia zdobyć wielki majątek. Na ich drodze staje jednak intryga i tajemnica, nienawiść i miłość.

Taki jest oficjalny opis książki. Kiedy go przed chwilą przeczytałam uderzyłam się dłonią w czoło. Co za bzdurny i płytki tekst!! Owszem zgadza się z fabułą, ale twórca musiał wyjątkowo pobieżnie przejrzeć książkę i chyba bardzo się spieszyć z jego napisaniem…
W każdym razie przynajmniej kilka z Was będzie miało pełen obraz na książkę jeśli powiem, że główna bohaterkę Francie Harrison sadzam na piedestale obok Tatiany Mietanowej. Nie późniejszej Barrington, ale właśnie Mietanowej.
Kiedyś, gdzieś tam czytałam jakąś książkę Elizabeth Adler i kojarzę ją z typowo kobiecych romansideł. Tak też podeszłam do tej książki zwłaszcza, że gorąco polecała mi ją osoba, która romansidła czytać lubi. Ale tym razem to nie jest romansidło. To niesamowicie porywający dramat obyczajowy opisujący losy trójki prawdziwych, wielkich przyjaciół na przestrzeni lat.

Powieść rozpoczyna się od samego końca, czyli od momentu w życiu bohaterów, gdzie widzimy jak na dłoni jak zakończą się ich zmagania. Szczerze powiedziawszy dwa pierwsze rozdziały mnie jakoś szczególnie nie wciągnęły, ale zawsze kończę książki, które zaczynam czytać właśnie dlatego, żeby się dać tak przyjemnie zaskoczyć. Widzimy bohaterów w miejscach do których doprowadziły ich poplątane ścieżki, a później nagła retrospekcja w przeszłość. Obserwujemy począwszy od najmłodszych lat dzieje Francie, Annie, i Lai Tsina. Nie będę Wam zdradzała żadnych szczegółów, bo tym razem to ma być recenzja 🙂
Książka jest piękna i poruszająca do głębi. Pozwolę sobie ją porównać do Jeźdźca, czyli ostatniego dramatu jaki czytałam. Obie są miejscami wstrząsające i obie przedstawiają (zupełnie inne) okrucieństwo. Ale Adler chyba bardziej przystosowała fabułę do wrażliwych kobiecych serc. Podczas, gdy Jeźdźca momentami odkładałam na chwilę chcąc przełknąć i przetrawić jakiś kolejny dramat, tutaj nie ma takiej potrzeby. Bywało strasznie, ale wręcz musiałam wiedzieć co dalej.
Autorka niezwykle sprawnie ślizga się po trzech wątkach ostatecznie połączonych w jeden i dodaje kolejne. Można by powiedzieć, że książka gdzie poznajemy właściwie trzy biografie łączące się i splatające ze sobą powinna być zakręcona i wymagać koncentracji, ale tu własnie ujawniają się zdolności pisarskie Adler. Bez problemu, a nawet z wielką ciekawością wciągnęłam się w losy ubogiego, szykanowanego i dumnego Chińczyka, który okazał się geniuszem o złotym sercu, niezwykle bogatej, ale w efekcie strasznie biednej Amerykanki całe życie potykającej się o swoją przeszłość i niezłomnej, fantastycznej Irlandki, która niczego nie planuje, tylko po prostu robi.
To bardzo pouczająca powieść, pokazująca jak żyć i jak się nie uginać przeciwnościom. Porusza kwestie tego o czym kiedyś rozmawiałyśmy, żeby marzeń nie upychać na półkę rzeczy wymyślonych, ale też nie sądzić, że zapragniemy i dostaniemy. Trzeba się mocno, mocno napracować! Pokazuje jak bardzo życie może chcieć nas pokonać i jak nie wolno mu na to pozwolić. Pokazuje, że można wykrzesać z siebie siłę o jaką się nie podejrzewaliśmy, przytupnąć mocno, krzyknąć wszystkim dookoła “Ja wam pokażę!!”… i pokazać! Opowiada o wielkiej przyjaźni, poświęceniach i miłości w bardzo burzliwych czasach olbrzymiego trzęsienia ziemi, które zrujnowało San Francisco, a później krachu finansowego (spokojnie nie zasypuje szczegółami prawniczo-finansowymi. To nadal książka dla kobiet).

Co w książce jest takiego niezwykłego, co odróżnia ją od reszty?
Nieszablonowość ciągu fabuły. Nie śledzimy bohaterów krok po kroku jak myją zęby i wybierają się do pracy. Autorka pozwala nam zaglądać do nich, podglądać w czasie ważniejszych życiowych wydarzeń i tych mniejszych chwil wartych zapamiętania. Ciekawie wplata postacie drugoplanowe i co zwróciło moja uwagę bardzo płynnie zmienia wątki i wplata nowe postacie. Po jednej stronie obecności nowej osoby jesteśmy w stanie stwierdzić bardzo wiele na jej temat.

Książka jest wpisana w dział romansów. Dlaczego?
No własnie nie wiem. Są tam wątki romantyczne, ale jest ich niewiele i są raczej melodramatami niż trzymaniem się za ręce w blasku świec. Miałam trzykrotnie naprawdę złamane serce!

Odbiór osobisty:
To było dziwne, bo po odłożeniu książki, kiedy musiałam już np. iść do pracy, podjęty wątek wcale nie wylatywał mi z głowy. Musiałam go przemyśleć i przeanalizować. Często łapałam się za głowę myśląc “Mój Boże jak tak można…?”. Ale to własnie jest fajne w książkach i to w nich cenię. Nie wylatują z głowy po minucie, tylko zostają na zawsze wnosząc coś ze sobą.

Tytuł:
Prawie przez całą książkę nie rozumiałam czemu jest akurat taki. Dwie kobiety odnoszą sukces w czasach, kiedy z kobietami się za bardzo nie liczono, ale od razu rządzą światem? Wydawało mi się to nad wyrost… Ale końcówka utwierdziła mnie w przekonaniu, że rządzą jak cholera!

Pamiętaj ukochana wnuczko, że przede wszystkim jesteś kobietą.
[…] Bądź silna i nie lękaj się wyzwań, jakie niesie życie. Czerp z niego, co potrafisz.”

Końcówka:
Jeśli którejś z Was nie podejdzie fabuła uwierzcie mi, że warto dotrwać do końca. Zakończenie po prostu wgniotło w fotel. Czytałam z otwartą buzią i trzymałam się za głowę. Było piękne, zwłaszcza że zatrząsnęło miejscem, w którym nie spodziewałam się już zbyt wiele 🙂

Podsumowanie:
Książkę polecam, nawet do luźnego czytania w wolnej chwili, bo nie trzeba się nad nią wcale głowić i koncentrować. Jest mimo ciężkiej momentami tematyki przyjemna do przeczytania i zostawia po sobie taką fajną nutkę nostalgii i refleksji. Tylko nie zrażajcie się pierwszym rozdziałem…
Oczywiście wiecie jak lubię z Wami dyskutować na temat lektur, a tym czasem…

Pozdrawiam!!

Agencja Reklamy Arte Studio