„Kolor jej serca”

W roku 1919 Cathleen Harrington opuszcza rodzinny dom w Irlandii i wyrusza do Afryki Południowej, by poślubić narzeczonego, którego nie widziała od pięciu lat. Wyobcowana i samotna w nowych trudnych warunkach, pociechę znajduje w pisaniu dziennika, a także w przyjaźni z córką swojej czarnoskórej służącej, Adą. Pod troskliwym okiem Cathleen Ada wyrasta na wytrawną pianistkę i miłośniczkę słowa pisanego, która nie potrafi się oprzeć zaglądaniu do dziennika Cathleen i odkrywaniu jej tajemnic.

Powieść tak piękna, jak piękne może być ludzkie życie.
Niedaleko Cradock House płynął strumień. Słychać go było z ogrodu. W porze suchej był  spokojnie szemrzącą niteczką błota. Kiedy spadał deszcz Groot Vis zamieniał się w huczący żywioł pochłaniający wszystko, co spotykał na swojej drodze.
Podobnie wyglądają dzieje Ady, służącej w wielkiej i pięknej posiadłości swoich państwa. Urodziła się w tym domu i czuła do niego przynależność całym swoim jestestwem. Kochała go, kochała otaczający go ogród, kochała panią i panicza, akceptowała nawet tych, którzy nie akceptowali jej. Bo i tacy należeli do Cradock. Od maleńkości pomagała matce w pielęgnowaniu domu. Pastowała podłogi i balustrady, odkurzała zabytkowe bibeloty, prasowała koronki pięknych sukien i swoim pięknym wrażliwym serduszkiem zdobywała dozgonną miłość pani i panicza.

Ada jest niesamowitą bohaterką. Ma cudownie dobre serce, wrażliwą i piękną duszę, jest dumna, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa i niezwykle odważna, chociaż bez zbędnych patosów i niepotrzebnego ryzyka. To co w niej najbardziej ujmuje, to prostota. Prostota bycia, rozumienia, czucia  i wypowiedzi. Jednocześnie umysł ma tak bardzo otwarty i chłonący, że nic dziwnego, że Cathleeyn zaczyna ją uczyć nie zważając na zniesmaczenie męża i oburzenie córki. Uczy ją czytać, uczy ją pisać i uczy ja gry na fortepianie. Poniekąd uczy ją być białą, ale w Adzie jest zbyt dużo pokory, żeby wzięła z tych lekcji coś więcej niż wiedzę. I to też jest wspaniałe.
Ada dorasta. Ze swoimi umiejętnościami staje się zupełnie wyjątkową kobietą na tle swojej rasy. Niestety dostrzega to o jedna osoba za dużo, a na horyzoncie pojawia się pojęcie apartheidu i wielu jego zwolenników.

Powiedziała, że w Jo’burgu będzie miała lepszą przyszłość. Przypomniałam sobie,
jak czytałam o przyszłości w zeszycie pani. (…) To było najwyraźniej coś,
czego ludzie bogaci potrzebowali potrzebowali w życiu. Żałowałam, że nie mogę
spotkać kogoś, kto już odnalazł tę przyszłość, bo wtedy mogłabym spytać, co
jest w niej takiego szczególnego.

Historia dwóch kobiet na przestrzeni całego ich życia. Wszystkich ich radości, trosk, tragedii i zmagań z codziennością. I w końcu historia ich nieprawdopodobnej przyjaźni i przywiązania nie baczących na segregację rasową i grzechy, jakie zostały popełnione.

Wspomnienia nigdy nie bledną, chowają się tylko, by znów się pojawić, jeszcze
liczniejsze i intensywniejsze , i świeże jak wtedy, gdy dopiero się tworzyły w
mojej głowie.

Podobnie jak po Jeźdźcu miedzianym interesowałam się oblężeniem Leningradu, tak teraz czytałam bardzo dużo na temat apartheidu. Ustroju politycznego opartego na segregacji rasowej. Biały nie widział w czarnym nikogo innego, jak służącego. A jeśli zobaczył powstawał kolorowy. Kolorowego nie chcieli znać ani biali ani czarni. Kolorowy był przestępstwem.

Tu nie ma bomb spadających nagle z nieba, nie ma czołgów wgniatających
żołnierzy w piach pustyni. To jest wojna głodu i przypadkowego okrucieństwa,
wojna, w której człowiek duszony jest przepisami, stopniowo, coraz bardziej i
bardziej, aż do powolnej śmierci.

Powieść daje do myślenia i porywa swoim niewątpliwym rozmachem. Talent Barbary Mutch pozwala nam poczuć suchy wiatr wiejący od koppie, zapach oleju lnianego, zobaczyć wątłą akację koło kai Ady, mimozy sięgające korzeniami Groot Vis. Czujemy w ustach pył, kiedy Ada idzie drogą do kolonii czarnych, słuchamy ibisów nad nią krzyczących i szumu traw pampasowych. Kiedy Ada słucha w nocy pohukiwania sowy na drzewie koralowym ten sam  dźwięk pojawia się koło nas. Wiemy jak brzmi przeciągłe fis pociągu i przenikliwe środkowe c sygnału w telefonie. Stwierdzenie „moja córka” jeszcze nigdy wcześniej nie miało takiej mocy.
Barbara Mutch ma to coś, co sprawia, że książka ożywa. Że historia zaczyna się rozgrywać nie tylko na jej stronach, ale również w naszych głowach. Serdecznie polecam. To gwarancja silnych przeżyć, wzruszeń, współczucia i podziwu. Nie chcę zaczynać kolejnej książki, bo nie chcę jeszcze opuszczać surowej , pięknej Afryki.

A kiedy już przeczytacie włączcie sobie poniższy utwór i wróćcie na chwilę do pierwszych stron.

Moja ocena 9/10

Wiedziałam już, że owo wyzwolenie nie zawsze oznacza pokój. Rewolucja,
przekonałam się, nie była wcale nieśmiała. Rewolucja to krwawe wyzwolenie.
Rewolucja nie bawi się w półśrodki. I nie martwi się o to, co będzie potem.

Autor: Barbara Mutch
Tytuł oryginału: The Housemaid’s Daughter
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 432

Agencja Reklamy Arte Studio