“Morze spokoju”

Natsya Kashnikov chce tylko dwóch rzeczy: przetrwać liceum bez żadnych osób, które będą pouczać ją na temat jej przeszłości oraz sprawić, aby chłopak, który zabrał jej dosłownie wszystko ? tożsamość, duszę i chęć życia ? zapłacił za to. Historia Josh?a Bennett?a to nie sekret: każda osoba, którą kochał, opuściła ten świat, aż w końcu, gdy chłopak miał 17 lat, nie został mu już nikt. Teraz, wszystko czego Josh pragnie, to to, aby ludzie pozwolili mu zostać samemu, ponieważ gdy Twoje imię jest synonimem śmierci, każdy ma tendencję do pozostawienia Ci Twojej własnej przestrzeni. Każdy z wyjątkiem Nastyi, tajemniczej, nowej dziewczyny w szkole, która zaczyna się kręcić wokół chłopaka i nie ma zamiaru odejść, dopóki nie zyska wpływu na każdy aspekt jego życia. Ale im bardziej Josh ją poznaje, tym większą jest ona dla niego zagadką. Kiedy intensywność ich relacji się nasila, a pytania bez odpowiedzi zaczynają się piętrzyć, chłopak zaczyna się zastanawiać, czy kiedykolwiek odkryje sekrety ukrywane przez dziewczynę ? albo czy w ogóle tego chce.

Nienawidzę swojej lewej ręki. Nienawidzę na nią patrzeć. Nienawidzę, kiedy drży i zacina się, i przypomina o utraconej tożsamości. Ale i tak na nią patrzę, ponieważ przypomina mi również o tym, że znajdę chłopaka, który wszystko mi odebrał.
Zamierzam zabić swojego mordercę.
I zamierzam zrobić to lewą ręką.

Mam siano w mózgu po tej książce. Poważnie. Nie wiem co myśleć i co napisać. Chyba będę Was musiała prosić o pomoc, bo nie wiem jak to ugryźć. O co chodzi? Ktoś tu dokonał plagiatu i obawiam się, że była to Colleen Hoover pisząc Hopeless. Po moim researchu dowiedziałam się, że “Morze spokoju” zostało wydane cztery miesiące wcześniej. Nie wiem jak Hoover to zrobiła, bo na okładce Morza jest jej rekomendacja, ale cztery miesiące później wydała niemal identyczną powieść z tego samego gatunku. I pisząc “niemal identyczną”, mam na myśli naprawdę bliźniaczą.
Mianowicie:
Obie główne bohaterki wszystkie żale zajadają lodami, obie uwielbiają piec ciasta/ciasteczka, mają przyjaciela geja, maniakalnie biegają po kilka kilometrów dziennie, są typowymi odludkami, dziwadłami, mają w otoczeniu jak najgorszą reputację i noszą mroczny sekret. Obie książki zaczynają się pójściem do nowej szkoły i poznaniem nowego, nieprzychylnego środowiska. W obu książkach chłopak z problemami tłucze drugiego. W obu robimy spacer po pchlim targu. W obu punktem kulminacyjnym jest spotkanie swojego oprawcy. Miałam jedno wielkie deja vu! Chyba nawet kilka dialogów było podobnych. Różni je rodzaj tragedii jaka dotyka bohaterkę, więc ten punkt przemilczę.

Śmierć nie jest taka straszna, kiedy już ją przeżyjesz.
A ja przeżyłam.
Już się jej nie boję.
Boję się całej reszty.

Jakie jest Morze spokoju, chcąc nie chcąc patrząc przez pryzmat Hopeless?
Jest w każdym calu lepsze. Lepiej skrojeni bohaterowie, ich problemy, fobie i sposoby na radość bardziej wiarygodne, wciągające i nurtujące do granic. Lepsze opisy, nieporównywalnie ciekawsze dialogi, bardziej namacalne emocje. Natsya, twarda i niepokonana indywidualistka, powalająca każdego jednym machnięciem ręki, wewnątrz jest krucha i strachliwa. Samotnik Josh, nie potrzebujący absolutnie nikogo i nikomu nie powalający się zbliżyć, w gruncie rzeczy nie chce niczego poza odrobiną skierowanej na siebie miłości i uwagi. Drew, zawodowo zaliczający dziewczyny, niezrównany w łamaniu serc, robi to tylko dlatego, że chce się ukarać za coś, co bezmyślnie zniszczył dawno temu. Rodzące się uczucia zarówno miłości, jak i przyjaźni i zaufania, tak delikatne jak pajęcza nić. Subtelne, kruchutkie i przecudownie łatwo je zdeptać. Skrzywdzeni ludzie wywołują współczucie i świadomość niesprawiedliwości losu.
Po zakończeniu możemy każdego bohatera rozłożyć na części. Książka sprawia, że sami jesteśmy odrobinę… rozwaleni.  Żeby oddać sprawiedliwość muszę powiedzieć, że Morze jest o całe lata świetlne dojrzalsze i bardziej kompletne niż Hopeless. Fakt, że zakończenie w ogóle mi się nie podobało, ale to tylko dlatego, że nie było słodkie i bajkowe. Czyli znowu bardziej prawdziwe.

– Kocham cię, Słoneczko – mówię szybko, żeby się nie rozmyślić. – I mam w dupie, czy tego chcesz czy nie.

Co więc sprawiło, że niestety wbrew powszechnej opinii ta pozycja nie wysunęła się, według mnie powyżej Hopeless?
Pojęcia nie mam.
Pomocy, bo nie jestem w stanie tego rozgryźć.
Dlaczego lepsza książka jest gorsza od swojej słabszej bliźniaczki? No kto mi powie? Przez chwilę chciałam nawet ukarać Hopeless odejmując jej punkcik, ale uwielbiam Hopeless!

Mam teraz jeden z sekretów Josha Bennetta. Dał mi go. Chciałabym móc go oddać.

Jak najbardziej polecam. Dla każdego fana New Adult to prawdziwe cacuszko. Pozycja będąca wisienką na New Adultowym torciku 🙂

Moja ocena: 8/10… chyba!

Ludzie mówią, że miłość jest bezwarunkowa, ale to nieprawda, a nawet gdyby była, to nigdy nie jest za darmo. Zawsze wiąże się z jakimiś oczekiwaniami. Wszyscy chcą czegoś w zamian.

Agencja Reklamy Arte Studio