“Mroczna toń”, tom III

Vanessa nie wie, jak przetrwać jako syrena. Kiedy wraca do nadmorskiego miasteczka na letnie wakacje, wszystko dookoła przypomina jej o byłym chłopaku, Simonie.
Wciąż go kocha i gotowa jest zrobić wszystko, aby naprawić dawne błędy. Czy powinna jednak pozwolić Simonowi zbliżyć się do siebie, skoro teraz może mu zadać tylko ból? Czy Simon odwzajemni jej uczucie, jeśli pozna straszliwą prawdę?
Vanessa musi podążać za swoją syrenią naturą, niezależnie od ofiar?

Nadchodzą kolejne wakacje i znowu wracamy do Winter Harbor. Miejsca, w którym Vanessa rok wcześniej straciła ukochaną siostrę, gdzie swój atak dwukrotnie przypuściły mordercze syreny i gdzie mieszka jej były chłopak, którego nadal strasznie kocha. Lód w zatoce odtajał, pogoda nie wykazuje żadnych anomalii i chociaż miasteczko jest opustoszałe, ponieważ po zeszłorocznej serii zabójstw turyści omijają je szerokim łukiem, zapowiada się zwyczajne lato.
Nic bardziej mylnego.
Zaczynając od początku: Vanessa potrzebuje coraz więcej morskiej wody i coraz większej uwagi mężczyzn, żeby przeżyć. To komplikuje nawet zwyczajne wyjście na zakupy. Jeśli jakiś delikwent się w niej nie zauroczy dziewczyna pada jak mucha bez przytomności. Sól pochłania garściami i tu kolejna wariacja kulinarna: solenie solnych laysów. Wszystko to wprowadza mały stres w życie, ale to nic przy tym, że pojawiła się grupa ludzi poszukująca syren. Wiedzą, że to one przyczyniły się do wszystkich tragedii. To już większy stres. Do tego Vanessa nie potrafi sobie poradzić z napastliwością zauroczonych przez nią mężczyzn. Nawet dwóch amatorów syrenich wdzięków śledzi ją w drodze do domu. Najgorsze jednak stresy przyjdzie jej przeżywać, kiedy w mieście zacznie dochodzić do kolejnych zabójstw. Zupełnie innych niż zeszłoroczne, ale jednak nieprzypadkowych. Nic nie wskazuje, że to robota syren. Tym razem mierzymy się z całkiem niebaśniowym sprawcą. Pytanie tylko co Vanessa ma z tym wspólnego?

Jeśli nie widzisz czegoś każdego dnia, to wcale nie znaczy, że wymazujesz to z pamięci.

Strasznie mi się podobała ta część. W przeciwieństwie do poprzedniej fabuła nie była leniwa. W opisie okładkowym jest tylko Simon, Simon i Simon, ale w rzeczywistości musiał dzielić miejsce z kilkoma innymi równie ważnymi postaciami jak przyjaciele i rodzice Vanessy.
Co mi się bardzo podobało to wątek zacieśniania kontaktów z matką. W przypadku Vanessy z matkami. Kobieta, która ją wychowała zaczęła stawać na głowie, żeby jej ułatwić życie po transformacji. Chociaż nie wszystko rozumiała starała się wyprzedzać jej potrzeby. Natomiast jej rodzicielka Charlotte, czy jak kto woli Willa (mnie to brzmi bardziej syrenio) okazuje się niesamowitą pełną ciepła, doświadczenia i mądrości osobą. Kiedy odkrywam motywy jakimi się kieruje muszę przyznać, że dołączyłam do jej fanklubu.
Simon również był w tej części dużo ciekawszy niż w poprzedniej. Nadal ciepły, mądry i kochany, ale borykając się z faktem, że jego dziewczyna musi uwodzić, żeby przeżyć, nabrał charakteru. Stał się “jakiś”.
Fabuła w przeciwieństwie do Głębi nie była taka ospała. Przez cały czas, w każdym rozdziale coś się działo i oczywiście ten ostatni porwał mnie w szalony wir zdarzeń. Tytuł “Mroczna toń” odnosi się właśnie do niego.

Dbaj o siebie, moja kochana, najdroższa Vanesso. Wiem, że jesteś silna… Teraz pozostaje ci już tylko zrozumieć, co tak naprawdę znaczy być odważną.

Co mnie rozbawiło do łez? Nie będę jednym z tych ciekawych recenzentów, którzy zdradzają kto jest sprawcą, mordercą. Ale zawsze, w każdej książce (kryminał, sensacja, dreszczowiec) jest wytypowana osoba której autor przypina łatkę podejrzanego. Zwykle uodparniamy się na te sugestie, wiedząc, że to nie może być ta osoba i zostaniemy na koniec zaskoczeni. Pani Rayburn przełamała stereotyp i w MG to jest dokładnie osoba sugerowana 😀 Nawet nie wiecie jaką miałam minę, kiedy to się wydało. Jak to? A potem ryknęłam śmiechem…

Książka bardzo fajna! Zapewniła mi rozrywkę dokładnie taką, jak oczekiwałam i potrzebowałam. Idealnie porywająca i naiwna jak na wakacyjne wymogi. Ponieważ to trylogia piszę już trzeci raz: polecam! Niczego jej nie brakuje. Jest nadmorski klimat, są ciekawe postaci, jest wątek bajkowy, kryminalny z przymrużeniem oka i jest romans. Są więzi rodzinne, niesamowite przyjaźnie, poświęcenie, żądza władzy, okrucieństwo i… co tu dużo mówić, jest happy end!  Jak dla mnie bomba. Będę tęskniła za syrenami…

Kajjka, dziękuję za polecenie mi tej przygody :* Twój gustomierz i wyczucie tematu są niezawodne!

Moja ocena 7/10

Wpisy powiązane: 
Cykl “Syrena”
Wakacyjne lajty

Agencja Reklamy Arte Studio