“Kolor magii” tom 1

“Kolor magii” to pierwsza część z wieloksięgu Terrego Pratchetta o świecie w kształcie dysku. Rozpoczyna ona nie tylko cykl ponad czterdziestu książek, ale również ciąg przygód czarodzieja Rincewinda. Czytanie Świata Dysku wcale nie jest taką prostą sprawą, musiałam się konsultować z Wikipedią i portalami fanowskimi, żeby wiedzieć od czego w ogóle zacząć. No, ale zaczęłam i… rety, jak fajnie, że się za to zabrałam!

Rincewind jest czarodziejem niekompletnym. Znaczy technicznie jest czarodziejem, tyle, że zna tylko jedno zaklęcie i jak na razie nie wie jakie. Wpadło mu do głowy, kiedy przeglądał zakazaną księgę, za co został wydalony z Niewidocznego Uniwersytetu. Jasną sprawą jest, że to potężne zaklęcie, niestety póki go nie wypowie nie ma pojęcia co powoduje. A jeśli w końcu je z siebie wyrzuci może się okazać, że wywołał jakiś kataklizm, albo coś jeszcze gorszego. Także podsumowując jest magiem z jednym zaklęciem, którego nie może wypowiedzieć.
Pewnego dnia spotyka tajemniczego podróżnika. Małego człowieka z odległej krainy, który jest pierwszym turystą w historii Świata Dysku. Kompilacja wypadków i przypadków, a także zdolności językowe Rincewinda sprawiają, że staje się on przewodnikiem tej unikatowej istoty, jaką jest irytujący, żądny przygód i kompletnie nieświadomy niebezpieczeństwa Dwukwiat. Dwukwiat podróżuje w towarzystwie swojego bagażu. W “towarzystwie”, ponieważ skrzynia potrafiąca samodzielnie chodzić za swoim właścicielem wykonana została z drewna gruszy myślącej, a więc koniec końców ma więcej rozumu niż nasi bohaterowie. We trójkę rozpoczynają podróż, która okazuje sie doskonałym wprowadzeniem do uniwersum, stworzonego prze Terry Pratchetta.

Rincewind spróbował zamknąć oczy, lecz jego wyobraźnia nie miała powiek i gapiła się ciągle.

Może podejmując się omawianie tej książki powinnam zacząć od tego czym też jest Świat Dysku. Świat Dysku jest płaską planetą, która dryfuje po kosmosie na grzbietach czterech wielkich słoni, które z kolei stoją na skorupie gigantycznego żółwia A’Tuina. Prowadzeone były badania jakiej płci jest A’Tuin, ale żadnemu ze śmiałków nie udało się powrócić z eskapady. Świat otacza wielki wodospad, będący morzem spadającym z krawędzi. Jeśli ktoś wpadnie w niebezpieczny nurt, wypada wraz z wodą i jego losem staje się dryfowanie po kosmosie. Niebezpieczna sprawa!
Dysk zamieszkują wszelkiej maści istoty. Pratchett umieścił tam najdziwniejszą z mieszanek. Mamy magów, elfy, trolle, smoki, wampiry, herosów, czarownice, bogów i driady. Podsumowując znajdzie się coś dla każdego fana fantasy.

Licząca nieco ponad dwieście stron książka aż pęka od akcji i emocji. Ujmując najogólniej dla nas wiąże się to ze śmiechem, dla bezgranicznie naiwnego Dwukwiata z wielką przygodą, a dla niegrzeszącego odwagą Rancewinda śmiertelnym przerażeniem. W wyniku gierki, jaką podjęli bogowie, w każdej krainie, do jakiej trafiają nasi bohaterowie ktoś czyha na ich życie. Wszędzie, gdzie się pojawią szybko kończą jako więźniowie czekający na wyrok. Dyskusje mające wymanewrować wroga i same ucieczki przedstawiają się w sposób arcykomiczny. Panika ze strony jednego z bohaterów i zachwyt ze strony drugiego gryzą się ze sobą w przedniej komedii wpadek. Dwukwiat przez większość czasu jest święcie przekonany, że wszystkie ataki są atrakcją, jaką zaplanował dla niego Rincewind, a kiedy już do niego dociera prawda ani trochę się nie stresuje, spokojnie oglądając rozwój wydarzeń.

Kiedy dowiadywałam się podstawowych informacji na temat serii, przeczytałam, że każda z części jest ironicznym komentarzem współczesności, a część pierwsza pije do fantasy. I rzeczywiście w trakcie lektury zauważałam wiele karykatur i prześmiewczych komentarzy w stosunku do konstrukcji bohaterów głównych i pobocznych, jak i biegu fabularnego. Nie sądzę natomiast, żebym na to zwróciła uwagę, gdybym nie wiedziała wcześniej o aluzjach.
Brawa należą się doskonale skrojonej postaci Śmierci. Śmierć, jako osobnik gatunku męskiego, zapisywany wersalikami, prowadzi bardzo ciekawe dyskusje z poszczególnymi postaciami. Już na samym początku widać, że będzie wyrazistym akcentem serii. Notabene bardzo chce upolować Rincewinda, ale temu zawsze udaje się uciec, doprowadzając Śmierć do skrajnej irytacji.

– Mam dla ciebie zadanie ? oznajmił Los. Jego słowa spłynęły po kosie Śmierci i rozpadły się równo na dwa strumienie samogłosek i spółgłosek.
MAM DOŚĆ PRACY NA DZISIAJ, odparł Śmierć głosem ciężkim jak neutronium. BIAŁA ZARAZA GRASUJE WŁAŚNIE W PSEUDOPOLIS. WYRUSZAM TAM, BY RATOWAĆ PRZED NIĄ OBYWATELI. W TYM STULECIU NIE WIDZIANO JESZCZE TAKIEJ PLAGI. OBOWIĄZEK NAKAZUJE MI KRĄŻYĆ PO ULICACH MIASTA.

Jako wstępniak do tak rozległego cyklu książka spisuje się wyśmienicie. Zawiera wiele informacji i objaśnień o co to tak właściwie z tym Światem Dysku chodzi. Jest lekka i czyta ją się bardzo przyjemnie zwłaszcza, że zawiera olbrzymią ilość niesamowicie śmiesznych i błyskotliwych dialogów. Panuje w niej pewien specyficzny klimat. Coś, co prawdopodobnie będzie cechą charakterystyczną Pratchetta, a czego jeszcze nie potrafię nazwać. Niezliczona ilość zwrotów akcji i zaskakujących fragmentów sprawiają, że naprawdę ciężko jest spokojnie odetchnąć i tym samym oderwać się od niej. Jak najbardziej polecam fanom klasycznej, choć ujętej zupełnie nieszablonowo fantasy.

Moja ocena 7/10

W tym właśnie punkcie język potoczny rezygnuje i wychodzi na piwo.

autor Terry Pratchett
tytuł oryginalny The Colour Of Magic
wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 5 września 1994
liczba stron 208
ISBN 978-83-7469-097-3
gatunek fantasy

Agencja Reklamy Arte Studio