“Ryżowy podarunek”

Jose Custodio, jego młoda żona Maria Romana i siostra Palma wsiadają na statek, który z ojczystej Portugalii ma ich przenieść do lepszego świata. Do Brazylii. Mają niewiele, bo nie pochodzą z zamożnych rodzin. Trochę rzeczy osobistych, kilka książek. Niczego więcej im nie trzeba. Kobiety jednak skrywają pewien skarb, o którym Jose Custodio nie chce nawet słyszeć. Worek ryżu. Młodzi zostali nim obsypani na szczęście, wychodząc z kościoła po zaślubinach, a Palma zebrała go co do ziarenka i wręczyła im, wierząc, że zaklęte zostało w nim błogosławieństwo wszystkich życzeń, jakie otrzymali.

Ta niezwykła historia jest zaczątkiem sagi o aż czterech pokoleniach rodziny. Jej narratorem i wnikliwym obserwatorem jest Antonio, najstarszy syn Jose Custodio i Marii Romany. Leniwa opowieść rozpoczyna się, kiedy Antonio w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat przygotowuje ucztę dla wszystkich żyjących członków familii. Udało się ich zgromadzić po raz pierwszy w komplecie. Ma się pojawić całe rodzeństwo, dzieci i wnuki, które mają już swoje dzieci. Absolutnie epicka chwila w życiu patriarchy rodu. Wywołuje to w nim gwałtowny napływ wspomnień od najwcześniejszego dzieciństwa, poprzez dojrzewanie, dorosłe życie aż do chwili obecnej.

Rodzina to najbardziej delikatna potrawa. Wszystko musi być uważnie zważone i dobrze zmierzone. I jeszcze jedno: trzeba mieć dobrą rękę, trzeba być profesjonalistą. Zwłaszcza w momencie, gdy decydujemy się zamieszać w garnku.

Uwielbiam sagi rodzinne. Co w nich takiego wyjątkowego i co znalazłam w tej książce? Można z perspektywy czasu zobaczyć jak życie się układa, jakie płata figle, które momenty są ostatecznie tymi ważnymi i zapamiętanymi, a które tylko pozornie za takie uważamy. Jakie nasze poczynania mają wpływ na przyszłe pokolenia. Ukazuje szczególnie mnie poruszającą przemijalność. W jednej chwili jestem człowiekiem młodym, w pełni sił i wydaje mi się, że mogę wszystko. W następnym okamgnieniu cieszy mnie widok wnuków chwalących się jakimiś nowinkami technologicznymi, za którymi dawno przestałam gonić.

Powieść “Ryżowy podarunek” ukazuje te wszystkie etapy. Wszystkie potknięcia prowadzące do rozłamów i scalające uściski dłoni. Obnaża rodzinę jako danie wymagające specjalnej uwagi kucharza, które drugi raz przyrządzane nigdy nie wyjdzie takie samo. Opowieści i legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie, szacunek jakim darzeni są starsi i mądrość, którą chcą przekazać. Błahość, z jaką traktują ich ci młodzi, dopiero wyruszający na podbój świata. Przewrotność, kiedy śledzimy młodych, szalonych, zakochanych, stających się mądrymi starszymi. Szczypta magii, opatrzności nad nimi czuwającej. I ostatecznie cudowni ludzie. Portugalczycy i Brazylijczycy o wielkich sercach i gorących temperamentach, potrafiący tak samo namiętnie kochać jak i nienawidzić.

Przepiękna powieść charakteryzuje się nie tylko przepiękną treścią, ale i sposobem, w jaki została spisana. A styl Francisco Azevedo w moim prywatnym odczuciu już przeszedł do legendy. Liryka zapisana z niemal poetyckim wydźwiękiem pieści zmysły czytelnika. Liczne metafory, porównania i symbolika (mająca szczególną moc) umiejscawiają tę książkę na bardzo wysokim poziomie. Nie jest trudna w odbiorze, ale nie jest też łatwa. A to ze względu na to, że wymaga skupienia i wyciszenia, żeby móc się w pełni oddać jej płynności. Odnaleźć wszystkie symbole zawarte w ryżu, przelatującym ptaku czy spojrzeniu nieznajomego.
W pewnym stopniu to powieść alegoryczna. Historie opowiadane przez ciotkę Palmę na zdrowy rozsądek chciałoby się włożyć między bajki. W każdej bajce jest jednak ziarno prawdy i kiedy za pomocą Antonio odnajdywałam te nierealne elementy w normalnej codzienności, miałam poczucie, jakbym odnalazła skarb. Warto się więc porządnie skupić, żeby poczuć to wszystko w pełni.

Już wiem, że to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytam w tym roku. Dla bezpieczeństwa dodaję “jedna z”. Jest dziełem kompletnym, dokładnie tym, czego mogłabym od książki wymagać. Zdecydowanie mądra, choć w wielu miejscach zabawna, wywołująca oburzenie, smutek i masę innych emocji. Po brzegi wypełniona tęsknotą i nostalgią. I być może właśnie dlatego zapadająca głęboko w pamięć. Odkładam ją na półkę książek, do których z rozkoszą wrócę, a was serdecznie do niej zachęcam.

Moja ocena: 9/10

Życie to nauczyciel, który szybko dyktuje. Nie czeka. Możesz potrząsnąć ramieniem, które zasnęło, możesz prosić, by zwolnił. Nie słyszy cię, nic go to nie obchodzi.

Agencja Reklamy Arte Studio